Walki polsko-ukraińskie na Pogórzu Przemyskim 1943-1947. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maciek   
poniedziałek, 04 kwietnia 2011 16:55

UPA Walki te to nowy etap konfliktu, jaki toczył się na terytoriach Wołynia i Galicji Wschodniej. Na Pogórzu Przemyskim przybiorą na sile w czasie, kiedy na terenach wcześniej wspomnianych praktycznie wygasną. Mimo to będą jedną z przyczyn wybuchu walk na obszarach dzisiejszej Polski, gdyż oddziaływać będą silnie na psychikę miejscowej ludności, często popychając ją do wielkich okrucieństw. Sama sprawa konfliktu pomiędzy Polakami a Ukraińcami wywołuje wiele kontrowersji do dziś. Jak podkreślają to różni autorzy monografii czy też artykułów dotyczących tej tematyki, wielki wpływ na tą zbiorową świadomość mają takie prace, jak słynna już dziś książka Jana Gerharda Łuny w Bieszczadach, które świadomie podsycały w ludziach emocje poprzez kłamliwe stwierdzenia. Niestety rzeczywistość nie jest tak prosta jak w wyżej wspomnianej pracy. Czasem ciężko dojść do prawdy, kto był ofiarą, a kto oprawcą, dlatego postanowiłem opisać te zmagania.

 

 

W tym miejscu chciałbym w kilku zdaniach opisać położenie i zasięg Pogórza Przemyskiego oraz podział administracyjny tych terenów, jak i występującą tu gospodarkę. Pogórze Przemyskie znajduje się na wschód od Sanu, pomiędzy Przemyślem a Bieszczadami. Ciągnie się ono równoległymi pasmami z północnego zachodu na południowy wschód. Pasma Pogórza Przemyskiego mają niewielką wysokość i łagodnie nachylenie zboczy. Średnia wysokość grzbietów to 450- 500 m. W południowej części znajdują się Góry Słonne osiągające w najwyższym punkcie Słonnego 671 m. Na północy Podkarpacia znajduje się Kotlina Sandomierska. Pomiędzy obydwoma krainami leży w tzw. „Bramie Przemyskiej” – Przemyśl będący istotnym punktem komunikacyjnym.1 Interesujące nas tereny do II wojny światowej wchodziły w skład województwa lwowskiego, znajdował się tam powiat Przemyśl. Warto zaznaczyć, że wcześniej były one częścią składową zaboru austriackiego do 1918 roku. Po 1945 południowe powiaty województwa lwowskiego weszły w skład nowo powstałego województwa rzeszowskiego. Ludność zajmowała się głównie rolnictwem, ze względu na dużą gęstość zaludnienia w przewadze były małe gospodarstwa rodzinne wielkości 2-5 ha. Na opisywanym terenie przemysł praktycznie nie istniał, przeważały takie zakłady jak mleczarnie, młyny, tartaki. 2

Współczesna panorama Przemyśla

Przemyśl.

fot. http://www.leaderplus.org.pl/konferencja/pl/images/przemysl_galeria3.jpg

Zanim przejdę do opisu walk i powodu ich wybuchu chciałbym pokrótce omówić sprawę ukraińską na Pogórzu w latach 1918-1939, liczbę ludności ukraińskiej na tym terenie jak i podejście do niej władz oraz ludności polskiej. W powiecie przemyskim ludność ukraińska mogła stanowić około 20 do 40% ogólnej liczby . Dużym jej skupiskiem było miasto Przemyśl, gdzie między innymi znajdowała się diecezja greckokatolicka jak i seminarium duchowne3. Te właśnie czynniki pomagały rozbudzać i utrwalać świadomość narodową wśród Ukraińców. Przed I wojną światową nie było jeszcze tak wielkich różnic narodowych, jakie zrodzą się po niej. Wtedy większość osób pochodzenia ukraińskiego uważała się za Rusinów, a od Polaków odróżniało ich wyznanie, głównie unickie. Stosunki te zmienią wyraźnie na Pogórzu Przemyskim wydarzenia, jakie rozegrały się w nocy z 3 na 4 listopada 1918 r., kiedy to oddziałom ukraińskim udało się zająć Przemyśl, mimo dzielnej postawy ludności miejscowej pochodzenia polskiego. Miasto zostanie podzielone w wzdłuż rzeki San. Ukraińcy okupowali miasto przez 6 dni. 11 listopada przybyła odsiecz z Krakowa, która wyzwoliła miasto od przeciwnika.4 Wydarzenia te pozwoliły wielu mieszkańcom uświadomić sobie swoją przynależność narodową. Bardzo silnie skutkowało to na relację między nacjami na najbliższe dziesięciolecia. Zryw narodowy Ukraińców nie powiódł się. Zostali bez własnego państwa, znaczna ich część znalazła się w granicach Rzeczpospolitej. W następnych latach pogłębienie świadomości narodowej było jeszcze większe, silnie na stronę ukraińską oddziaływał Kościół greckokatolicki, którego kadry w większości  wywodziły się ze wspomnianego już wyżej seminarium duchownego. Duży wpływ na rozbudzanie świadomości miały również warstwy inteligencji: szczególnie lekarze, prawnicy czy  nauczyciele. Rozwijała się spółdzielczość ukraińska w takich formach jak Towarzystwo „Proświat”, zajmujące się różnego rodzaju kursami nauczania. Ukraińcy nie zapomnieli o walce, stworzyli organizacje paramilitarne w Przemyślu5, na początku UWO6, a w późniejszym czasie silną komórkę OUN7, którą kierowali Dmytro Mikit i Myrosław Prokop. Silnym ośrodkiem ich oddziaływań było gimnazjum ukraińskie w Przemyślu. Organizacje te dopuszczały się napadów, a nawet mordów. W 1924 roku dwóch członków UWO zamordowało dyrektora żeńskiej szkoły Matwijasa. Rok później planowano zamordowanie dyrektora kolejnego z przemyskich gimnazjów, lecz zamach ten udaremniała policja. Również OUN nie próżnowała. 21 lipca 1931 roku dokonała napadu na ambulans pocztowy na drodze pod Birczą. OUN prowadziła również działalność propagandową oraz wychowawczą, między innymi kolportaż literatury czy też obozy letnie. Podejście administracji Polskiej do kwestii ukraińskiej było lekko mówiąc miało taktowne, gdyż pacyfikacja galicyjska 1930 roku dotknęła również Pogórze Przemyskie. Niektóre relacje podają, że doszło do pobicia kilku osób. Władze starały się również wpływać na mniejszość ukraińską poprzez szkołę, lecz i tam zdarzały się niefortunne określenia. W Książce Grzegorza Motyki „Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie 1943- 1948” znajduje się bardzo ciekawy cytat, jak to dyrektor gorlickiego gimnazjum zwracał się do dzieci ukraińskich: „Co ty Rusinie? Tobie kozy pasać, a nie do gimnazjum chodzić”8 Zapewne i na terenie szkół Pogórza podobne sceny miały miejsce. Zdarzały się również naciski na rodziców, aby ci polonizowali swoje dzieci, wtedy państwo pomoże w ich edukacji. Na pewno te wszystkie kwestie nie stwarzały przyjemnej atmosfery między narodami, jakie żyły obok siebie. W późniejszym czasie wielu ludzi chciało wyrównać krzywdy jakich doznali.

Okazja taka nadarzyła się 1 września 1939, po napadzie Niemców na Polskę. Niemcy na Pogórzu pojawili się około 11 września, tocząc zwycięską bitwę o Birczę z Wojskiem Polskim. Oddział polskie wycofały się z Przemyśla w nocy z 13 na 14 września, ze względu na pojawienie się Niemców pod Lwowem.9 Ukraińcy, którzy nie utożsamiali się z państwem polskim liczyli na Niemców, że ci pomogą im w budowie własnej państwowości. Dlatego niektórzy z nich zaangażowali się w akcje dywersyjne bądź też w zwalczanie żołnierzy polskich. Do takich wystąpień ze strony Ukraińców dochodziło również na terenach Pogórza Przemyskiego. Ukraińscy dywersanci ostrzelali żołnierzy, między innymi pod Jawornikiem Ruskim, a kiedy z Przemyśla ewakuowało się Wojsko Polskie, w mieście pojawiła się milicja ukraińska. Trudno się w takiej sytuacji nie dziwić Polakom, którzy zaczęli uznawać Ukraińców za zdrajców i sprzymierzeńców nazistów. Polacy pałali do Ukraińców coraz wierszą niechęcią, a wydarzenia kolejnych lat okupacji uczucie to pogłębiło.10 W wyniku porozumienia sowiecko- niemieckiego z 28 września 1939, część Pogórza Przemyskiego znalazła się po stronie ZSRR. Podział nastąpił wzdłuż Sanu, przez co sam Przemyśl został podzielony na dwie części11. Na terenach wcielonych do Ukrainy Sowieckiej, mimo przeprowadzenia kilku reform, jak wprowadzenie 8- godzinnego dnia pracy czy reformy rolnej, nie zaskarbiono sobie przychylności ludności polskiej. Na reformie korzystali głównie Ukraińcy, którzy pozyskiwali ziemię zabraną Polakom. Sowieci zaczęli prowadzić wręcz na tych terenach politykę ukrainizacji, wprowadzając język ukraiński do szkół czy instytucji państwowych, zastępując urzędników polskich ukraińskimi. Zaczęły się również przymusowe wysiedlenia wrogich klasowo elementów, czyli Polaków, a ziemie po nich zajmowali Ukraińcy. Do roku 1941 wywieziono setki tysięcy Polaków. Jednak i Ukraińcy zasmakowali polityki Moskwy i od 1940 roku  także na nich spadały liczne represje ze strony władz, głównie w stosunku do działaczy narodowych.12 Na terenach okupowanych przez Niemców powstało Generalne Gubernatorstwo, gdzie również Ukraińcom powodziło się "lepiej" niż Polakom. Zaznaczyć należy, że korzyści te nie były wielkie, lecz na pewno stawiały Ukraińców w lepszym położeniu niż Polaków, przez co ugruntowały w ich świadomości pogląd o współpracy Ukraińców z okupantem. Niemcy prowadzili politykę przeciwstawiania sobie różnych grup etnicznych. Świetnie do tego celu posłużyli im Ukraińcy, chętnie podejmujący współpracę. Pozyskiwano ich poparcie, przyznając im większe normy żywnościowe niż Polakom, posiadali odbiorniki radiowe (Polakom za to groziła kara śmierci), uzyskali zezwolenie na rozwijanie własnego szkolnictwa podstawowego i średniego, pozwalano młodzieży ukraińskiej na studiowanie  na uniwersytetach Rzeszy. Jednocześnie ograniczono możliwości szkolnictwa polskiego. Niemcy mimo likwidacji wszelkich partii i stowarzyszeń na terenie Generalnego Gubernatorstwa, zezwolili na powołanie Ukraińskiego Centralnego Komitetu (UCK), który posiadał szersze kompetencje niż analogiczna Polska Rada Głowna Opiekuńcza. Dzięki temu powstawały spółdzielnie ukraińskie. Ukraińcy nie pozostawali dłużni Niemcom i pod ich patronatem bardzo prężnie rozwijała się policja, która tworzyła liczne posterunki. Do jej głównych zadań należała walka z partyzantami oraz ściąganie kontyngentów. Zapisała się ona również w polskiej świadomości licznymi mordami na Polakach. Te wszystkie ustępstwa skłoniły stronę ukraińską do śmiałych poczynań. Złożyli na ręce Hansa Franka 18 kwietnia 1941 petycję o otworzeniu terytorium etnicznie ukraińskiego, z którego miała być wysiedlona ludność polska. Domagali się, by Łemkowszczyzny biegła wzdłuż linii Dukla – Berezów - Dynów- Przeworsk oraz Chełmszczyzny13. Niestety dla nich, Hans Frank uważał, że są oni przyjaciółmi Rzeszy, lecz niegodnymi zaufania.14 Na budowę takiego terytorium nie zezwolił. Dzięki wzrostowi znaczenia Ukraińców, zaczęli się oni odgrywać za krzywdy, jakich doznali od Polaków, co bardzo pogorszyło relację między oboma narodami. Ukraińscy nauczyciele zaczynali nastawiać dzieci antypolsko. Również Polacy nie zostawali im dłużni, zaczynały powstawać obraźliwe wierszyki, typu „Popatrz matko, popatrz ojcze, oto idą dwa volksdeutsche. Co za hańba, co za wstyd, jeden Rusin, drugi Żyd”. Wierszyk ten występował na Pogórzu, Żydów utożsamiano tam z władzą sowiecką. Dochodziło do pierwszych zabójstw. Często posługiwano się w tym celu niemieckimi rękoma, pisząc liczne donosy na niewinnych ludzi. Zaznaczył się znaczący wzrost aktywności ukraińskiej, przez coraz szerszą akcję uświadamiania narodowego. Polacy uznali to za zagrożenie. Dochodzić do licznych pobić i rabunków na Ukraińcach, choć te ostatnie nie zawsze miały dużo wspólnego z walką narodową, raczej ze zwykłym bandytyzmem. Uaktywniło się również działające na terenie Pogórza Przemyskiego podziemie niepodległościowe, które siłami przemyskiej ZWZ-AK dokonało ataku na posterunek policji ukraińskiej w Przemyślu w 1942.15 Mimo tych wszystkich drobnych starć, nie doszło do masowego terroru ani zaciętych walk. Ukraińcy coraz bardziej byli zrażeni do Niemców przez fakt, że ci nie chcą wyrazić zgodny na niepodległe państwo ukraińskie. Zaczęli ponownie szukać współpracy z Polakami, lecz na przeszkodzie temu stanęły wydarzenia na Wołyniu, które przekreśliły możliwości kolaboracji.

Ukraiński oddział Schutzmannschaft

Ukraiński oddział Shutzmannschaft

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Wikipedia.org.

 

 

 

 

 

 

 

Te wszystkie wydarzenia wpłynęły silnie na rozwój sytuacji na terenie Pogórza Przemyskiego w 1943 roku. Na dodatek sytuacja jeszcze bardziej się pogarszała niż w latach poprzednich. Ukraińcy w większości sprzyjali Niemcom. Martwili się ich niepowodzeniami na froncie, dlatego większość chłopów pod wpływem przemyskiego OUN lojalnie zdawała kontyngenty żywnościowe, aby tak dopomóc walczącym na wschodzie Niemcom. Ten fakt na pewno jeszcze bardziej drażnił Polaków.16 Ale nie był iskrą, która rozpaliła Pogórze Przemyskie w walkach. Wydarzeniem tym były pogromy ludności polskiej urządzane przez Ukraińców na Wołyniu, a później również i w Galicji Wschodniej, gdzie prowadzono akcje „depolonizacji” , w wyniku której mogło zginąć nawet 100.000 tysięcy Polaków.17 Echa tych wydarzeń szybko, razem z uciekinierami z tych obszarów, dotarły na interesujący nas teren. Ludzie popadali w panikę, obawiali się powtórzenia się wydarzeń z Wołynia. Już w listopadzie 1943 w sąsiednim powiecie dobromilskim doszło do napadu na ludność polską.18 Na tereny Pogórza przybyli również pierwsi uchodźcy z Galicji Wschodniej. Opowiadali straszne historie masowych mordów, jak to ludzi przecina się piłą na pół. Wyolbrzymienie tych wydarzeń przez plotkę spotęgowało strach ludność, która postanowiła się bronić poprzez atak. Wystąpił również silny element zemsty za to, co Ukraińcy uczynili na Wołyniu.To wszystko popychało ludzi do zabójstw, a nawet masowych mordów. Wszystkie okrucieństwa czasu okupacji zmroziły w ludziach uczucia, które mogły hamować ich przed tymi czynami. Napadnięta ludność ukraińska nie zostawała dłużna, starała się odpłacać Polakom tym samym.19 W roku 1943 Ukraińcy, którzy na Pogórzu byli stroną zdecydowanie słabszą, mogli liczyć jedynie na ochronę ze strony Niemców, jak i policji ukraińskiej, gdyż główne odziały OUN jak i jej działacze, znajdowali się w tym czasie na Ukrainie20. Sytuacja na Pogórzu Przemyskim różniła się znacząco od tej, jaka zaistniała na innych terenach dzisiejszej Polski, ponieważ tu, już od 1943 roku zarysował się konflikt pomiędzy Polakami a Ukraińcami w postaci niewielkich starć. Głównie pomiędzy silnymi na tym terenie Batalionami Chłopskimi a policją ukraińską i UNS.21 Na terenie Pogórza w tym czasie mogło znajdować się od trzech do ośmiu oddziałów BCh. Najbardziej znanym dowodził R. Kisiel „Sęp”. We wsiach znajdowały się również samoobrony organizowane przez BCh, miedzy innymi we wsi Krasiczyn i Zalesie, które to odpierały ataki ,,banderowców” w lipcu i październiku 1943. Stoczyły one również w sierpniu 1944 ciężką bitwę z odziałem UPA22 koło wsi Krasne. Na swoim koncie miały również powstrzymanie oddziału UPA od wymordowania ludności wsi Śliwnica na wiosnę 1944 roku.23 Te wszystkie akcje nie mają potwierdzenia w źródłach, znajdują się jedynie we wspomnieniach R. Kisiela. Polacy prowadzili również terror indywidualny, likwidując osoby, które były uciążliwe dla okolicznych rodaków. Pierwszą taką akcję przeprowadził oddział „Koniczynki” K. Mastelarza 28 maja 1943, zabijając komendanta posterunku policji ukraińskiej w Medyce. Miał to być odwet za rzeź Polaków w Marynce Polskiej. Następnie, w czerwcu 1943 roku w Dubiecku Doliczyna zlikwidowano sekretarza sądu gockiego. Akcję tą zorganizowała grupa S. Błachuta wraz z AK. Także w czerwcu oddział „Odważnego” J. Wolańskiego zajął posterunek policji ukraińskiej w Wapowcach zabijając przy tym jednego policjanta. Dokonywano również napadów na księży greckokatolickich, którzy silnie wpływali na swoich parafin w duchu wrogim dla Polaków. Napad taki miał miejsce w nocy 23 września 1943 na księdza Dymitra Nimyłowycza, którego najpierw obrabowano, a następnie zastrzelono. Oprócz policjantów ukraińskich celem dla Polaków stali się mężowie zaufania UDK. Jednego z nich z rejonu Dynowa napadła dziesięcioosobowa grupa pod Dubieckiem, gdzie został zamordowany. Akcję przeciwko policji organizował również przemyski oddział Kedywu, który opanował posterunki w Olszanach i w Przemyślu przy ul. Słowackiego pozyskując nieco broni. Dokonali oni również napadów na posterunki w Medyce i Niżankowicach zabijając przy tym kilku policjantów. Ukraińcy na te napady postanowili odpowiedzieć równie stanowczo. Pierwsze ofiary wśród Polaków to zamordowanie pod Przemyślem 15 marca 1943 trzech osób przez grupę Ukraińców. W następnych miesiącach działali głównie ukraińscy policjanci, którzy między innymi zamordowali 2 lipca w Wyszatycach L. Radochońskiego z BCh, a w Gdeszyce J. Promyka, który ukrywał jeńców sowieckich. Złą sławę zyskał policjant ukraiński Sokół, który zamordował kilku Polaków, przez co został w 1944 zlikwidowany przez BCh. Ukraińcy nie skupili się na likwidowani tylko ludzi, którzy byli wini prześladowań bądź śmierci ich rodaków. Przeszli do działań ofensywnych tak, aby zastraszyć społeczeństwo. 11 listopada 1943 zamordowali we wsi Bołozów 11 osób. Akcja ta zadziałała tak jak życzyli sobie tego oprawcy. Na Polaków padł strach, bano się powtórki z Wołynia. Bardziej znani na noc udawali się do miasta, gdzie czuli się bezpieczniejsi24. Po stronie polskiej zaczęła się prawdziwa panika, a także wzmożenie czujności wobec obcych. Zaczęto tworzyć samoobrony na wypadek ataków, lecz były to głównie odosobnione mordy, a nie masowa akcja „depolonizacji”. Nie było żadnych łun, ani na Pogórzu, ani w Bieszczadach. Przynajmniej nie w tym czasie. Tak naprawdę w 1943 to Polacy w wyniku strachu byli stroną atakującą25

Wzrost liczby ataków nastąpił w 1944 roku. 7 marca oddział Polaków zaatakował Rohatyn. Miejscowa ludność stawiła zacięty opór i odparła napastnika, w międzyczasie spalono kilka gospodarstw. Nadal kontynuowano akcję przeciwko indywidualnym osobom, między innymi odział BCh „Kabla” zabił Michała Maszczaka, który to groził, że będzie rżnął piłą Polaków. Ukraińcy odpowiedzieli zabójstwem leśnika w Rybotyczach. Policja ukraińska powołana między innymi do walki z partyzaną odniosła sukces na przełomie marca i kwietnia, kiedy to we wsi Niżankowice aresztowała członka BCh ”Sprytnego”, który wydał czterech innych członków organizacji. Następnie sukces policjanci zanotowali odnajdując skład broni w Pawłokomie, a także aresztując siedem osób, które pod wpływem śledztwa załamały się i całej konspiracyjnej organizacji na terenie Pogórza Przemyskiego groziło rozbicie. Miejscowy oddział AK postanowił zaatakować posterunek w Jaworniku Ruskim, gdyż to policjanci właśnie z niego prowadzili śledztwo. Mimo ostrzeżeń od cywilnej siatki OUN Ukraińcy zlekceważyli zagrożenie. Zemściło się to na nich 25 kwietnia. W godzinach rannych na posterunek przybyło dwóch „gestapowców” prowadzących „aresztowanego”. Nieświadomi zagrożenia policjanci wpuścili ich do środka, gdzie dyżurującemu M. Kowalowi zagrożono bronią. Sprawcy wychodząc na podwórze nie zdawali sobie sprawy, że popełniają wielki błąd gdyż, kiedy drzwi zatrzasnęły się za ich plecami z posterunku padły strzały. Podczas walki do budynku wrzucono granaty i wyłamano drzwi dostając się do środka, lecz atak nie powiódł się. Akowcy stracili jednego człowieka i wycofali się, zabijając policjanta. W czasie, gdy szturmowano posterunek, druga grupa zaatakowała wieś podpalając kilka domów i zabijając jednego człowieka. Jednakowoż nie była to jedyna akcja skierowana przeciwko Ukraińcom tego dnia. W Dynowie zastrzelono zastępcę wójta Prokopa. Dokonano również napadu na policjanta Mastelera w jego domu, lecz udało mu się zbiec. Również 25 kwietnia wykonano wyrok na Josifie Nogowicu w Hłudni. Odpowiedzieli na tą akcję Niemcy, którzy w nocy przybyli na ten teren i we wsi Dylągowa spędzili do kościoła wszystkich Polaków w celu ich zabicia. Jednak dzięki mediacji miejscowego księdza Paściaka udało się uniknąć masowego mordu. Mimo tych represji walki nie ustały. Oddział „Odważnego” zaatakował posterunek w Miżyńcu, gdzie odbił pięciu Polaków i zabił dwóch policjantów. Następnie ruszył na rekonesans na wschód, gdzie spotkał nieznany oddział, prawdopodobnie sowieckich partyzantów, z którymi zaczął ucztować. Niespodziewanie dla „Odważnego” po wieczerzy zostali oni wszyscy zamordowani przez współbiesiadników. Polacy kontynuowali napaści na księży unickich, między innymi zabito na drodze Dynów Hłudna, ks. Mychajło Hajduka. Napadnięto również na księdza Haśka z Lip, którego obrabowano, zabijając jednego z jego synów. W odwecie Ukraińcy zamierzali zamordować pięciu księży katolickich, lecz tym udało się w odpowiednim czasie uciec. Również policjanci ukraińscy nie próżnowali w tym czasie, choć mord, jakiego dokonali w Liegenschafcie Mylnów nie przynosi im chwały. Wykryli oni ukrywających się tam 23 Żydów, których na miejscu zamordowali. Z nieznanych powodów aresztowali również 5 policjantów „granatowych” w Ostrowiu. Można powiedzieć, że była to jedna z ich ostatnich akcji gdyż w następnych miesiącach większość z nich zdezerterowała wstępując do UPA. Napady jednak nie ustały. Koło Ropienki oddział ukraiński zamordował 33 Polaków.26 W 1943 i na początku roku 1944 na terenach Pogórza Przemyskiego inicjatywa należała do Polaków, którzy żyli w psychozie strachu przed Ukraińcami. Przedstawione przeze mnie przykłady świadczą, że Polacy mieli podstawy, aby się bać. W tym okresie główne akcję przeciw Ukraińcom podejmowały Bataliony Chłopskie. W odróżnieniu od sytuacji na Wołyniu, dzięki sile polskiego podziemia, liczba ofiar rozłożyła się w miarę równolegle na terenach dzisiejszej Polski27, choć już na samym Pogórzu zginęło około 60 Polaków i 20 Ukraińców.28 Taka dysproporcja występuje, gdyż Polacy stosowali terror indywidualny w odróżnieniu od strony przeciwnej.

13 Lipca 1944 ruszył z Galicji Wschodniej 1 Front Ukraiński, któremu szybko udało się przerwać obronę niemiecką i wedrzeć się na tyły linii obronnych. Dzięki pomocy AK Sowietom udaje się zająć między innymi Przemyśl. Do początku września na terenach Pogórza Przemyskiego nie ma już Niemców. Oddziały Armii Krajowej zaczynają przystępować do akcji „Burza”. Ujawniając się, toczą z Niemcami liczne potyczki między innymi o Przemyśl. Na początku podejście czerwonoarmistów do AK jest bardzo pozytywne, zaczyna się nawet tworzyć lokalna administracja związana z Delegaturą Rządu. Okres tego spokoju nie trwa długo. Ogłoszono, że jedyną uznawaną przez Sowietów władzą w Polsce jest powstały 21 lipca 1944 w Moskwie PKWN. Zaczyna się wyłapywanie żołnierzy AK, przez to prawie cała ich struktura przestaje istnieć na niektórych terenach.29 PKWN postanowił rozwiązać kwestię ukraińską poprzez całkowite wysiedlenie Ukraińców do ZSRR. 9 września 1944 zawarto umowę z ukraińską SRR o wzajemnej ewakuacji obywateli tych państw. Przewidywała ona przesiedlenie na tereny ZSRR blisko 600.000 Ukraińców znajdujących się w granicach „Polski Lubelskiej”. Po przejściu frontu stan bezpieczeństwa na tych terenach gwałtownie się pogorszył, komuniści zlikwidowali policję ”granatową”, dezorganizacji uległa AK. Ten sam los spotkał struktury cywilne. Jednocześnie nowa władza była zbyt słaba, aby zapewnić bezpieczeństwo na terenach wiejskich. Wszystko to dobitnie wpływało na możliwości obronne społeczeństwa polskiego. Tymczasem UPA oraz jej cywilne struktury OUN zostały w nienaruszonych formach, ponieważ nie ujawniły się.30

Roman SZUCHEWYCZ – „Taras Czuprynka”,

Roman Szuchewycz

fot. http://www.kuzmicz.pl/tlo-historyczne

W tym momencie chciałbym w kilku zdaniach przedstawić historię, strukturę OUN i UPA, które w interesującym nas czasie będą stanowiły integralną całość. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów powstała w 1929 roku w Wiedniu z połączenia kilku mniejszych ugrupowań nacjonalistycznych, między innymi Ukraińskiej Organizacji Wojskowej. Celem organizacji była walka o utworzenie niepodległego i zjednoczonego państwa ukraińskiego o ustroju zbliżonym do faszystowskiego. Jednym z jej głównych wrogów była Polska, uważana za okupanta. Od roku 1930 na terenie Polski przeprowadziła ona około 2200 ataków sabotażu. Używali oni również terroru indywidualnego zabijając między innymi wiceprezesa BBWR31 Tadeusza Hołówko, oraz ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. W czasie kampanii wrześniowej jej członkowie przeprowadzili liczne akcję dywersyjne.32 W latach 1939- 1941 OUN targana była konfliktami wewnętrznymi między „starymi” z Andrijem Melnykiem, a „młodymi” ze Stepanem Banderą. Ostatecznie konflikt ten doprowadził do podziału organizacji na dwie frakcję, które zwalczały się nawzajem. Powstała melnykowska OUN-M i banderowska OUN-B. Obie organizację duże nadzieję wiązały z Niemcami, dlatego wybuch wojny niemiecko- radzieckiej 22 czerwca 1941 Ukraińcy przyjęli z entuzjazmem. We Lwowie powołali rząd Jarosława Stećki, który wcześniej proklamował powstanie niepodległej Ukrainy. Niestety dla nich, Niemcy wobec Ukrainy mieli inne plany. Aresztowano cały rząd, a sam Bandera trafił do obozu koncentracyjnego.33 Mimo tych niepowodzeń melnykowcy nadal współpracowali z Niemcami, co pozwoliło tworzyć im legalne instytucje w terenie. Powstała także dywizja Waffen SS „Galizien”. Organizacja związana z Banderą wybrała inną drogę odbudowując swoje struktury w podziemiu. Bezwzględne postępowanie Niemców z ludnością doprowadziło do powstania na Wołyniu silnej partyzantki tak zwanej pierwszej UPA Tarasa Borowecia ”Tarasa Bulba”, walczyli oni zarówno z Niemcami, jak i z partyzantami radzieckimi, przeprowadzą także masowe mordy ludności polskiej na Wołyniu. Od 1943 Banderowcy w Galicji Wschodniej rozwijali tzw. UNS, czyli oddziały Ukraińskiej Samoobrony Narodowej, które w późniejszym czasie w większości przeformują się w oddziały UPA. Od roku 1944, kiedy większość ziem ukraińskich znalazło się pod panowaniem radzieckim, UPA walczyła z oddziałami NKWD, a także Armii Czerwonej. Walkę tą oddziały ukraińskie prowadziły do lat 50. ostatecznie ponosząc porażkę. W swoim szczytowym okresie na początku roku 1944 oddziały UPA mogły liczyć około 30 tys. ludzi. Oddział partyzancki dzielił się na zagony (pułki), kurenie (bataliony), czoty (plutony), a także roje (drużyny). Oprócz regularnych oddziałów partyzanckich istniały również Samoobronnyje Kuszczowyje Widdiły (SKW), które ochraniały poszczególne osady. W ich w skład wchodzili mieszkańcy danej wsi. Wywiadem i kontrwywiadem zajmowała się służba bezpieczeństwa (SB). Władzę administracyjną sprawowała siatka OUN. W sierpniu 1943 na trzecim zjeździe OUN-B powołano Główny Sztab Wojskowy (UHWR) z Romanem Szuchewyczem (Tarasem Czyprynką). Ostatecznie w lipcu 1944 powstała Ukraińska Główna Rada Wyzwoleńcza (UHWR). UPA została podzielona na zgrupowania terytorialne, miało być ich sześć, naprawdę liczyły się tylko dwa: UPA- Północ (Wołyń) oraz UPA- Zachód (Galicja Wschodnia). Tereny dzisiejszej Polski, na jakich działała UPA, nazwano Zakerzonią, na czele z Myrosławem Onyszkewyczem ”Orest”. W kwietniu 1945 dokonano reorganizacji struktur tworząc na terenie Polski 6 okręg wojskowy „San”. Tereny działań taktycznych w Polsce podzielono. Pogórze Przemyskie znalazło się w tak zwanym rejonie „Łemko”. Działały tam kurenie W. Mizernego „Ren” i P. Symonenki ”Bajda”.34

Stepan Bandera

Stepan Bandera

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


. fot. Wikipedia.org

 

Na Pogórzu Przemyskim po przejściu frontu nie było oddziałów partyzanckich UPA, pozostały jedynie SKW, które to prowadziły szkolenia wojskowe oraz likwidowały pojedynczych sowieckich żołnierzy bądź mniejsze oddziały. Na pewno ich dużym sukcesem było zabicie pułkownika NKWD z Przemyśla w sierpniu 1944 roku. Dokonał tego oddział S. Stebelskiego „Chrina”. Od września na teren Pogórza przybyła sotnia „Chomy”, a później „Czarnego”. Do tego oddziały ukraińskie wzmocnił również rzut 7 spadochroniarzy ukraińskich zrzuconych przez Niemców w październiku 1944 pod Przemyślem. Postanowiono przeprowadzić jakąś akcję, planowano zajęcie Kuźminy, lecz oddziały radzieckie przeszkodziły temu. Grupa Manewrowa NKWD niedaleko Leszczawy Górnej napotkała silny oddział UPA. Wywiązała się wielogodzinna walka, w której Sowieci użyli przeciwko partyzantom tankietek ostatecznie rozpraszając Upowców. W boju poległo około 22 partyzantów i według danych UPA 120 czerwonoarmistów. Po tej porażce postanowiono zdemobilizować oddziały.

Na początku 1945 dowódczą UPA na terenie Pogórza Przemyskiego został M. Galo „Konyk”.35 Z ludnością ukraińską bezwzględnie zaczęła się rozprawiać również nowa władza. Od początku istnienia PUBP36 w Przemyślu głównie zajmował się sprawą tzw. „banderowców”. W listopadzie 1944 przeprowadził wraz z czerwonoarmistami i żołnierzami polskimi akcję przeciw „banderowcom”, w wyniku której 10 zostało zabitych, a 120 aresztowanych, na co „banderowcy” odpowiedzieli zamordowaniem trzech sołtysów. Nie wiemy ilu tak naprawdę z pośród tych tak zwanych ”banderowców” było powiązanych z siatką OUN- UPA, a ilu to po prostu Ukraińcy. Większość ludności polskiej zaczęła się na ich mścić po latach okupacji, więc nie trudno było o donos. W późniejszym czasie przemyskie UB przeprowadziła jeszcze dwie wspólnie akcję z żołnierzami przeciw UPA ,jednak po tym jak front przesunął się i UB pozostało bez wsparcia i nie było już tak aktywne, ograniczano się jedynie do działań na terenie miasta i usilnych próśb o wsparcie wojska.37 Równie brutalnie z miejscową ludnością ukraińską postępowało MO. Dopuszczali się oni rabunków, pobić, a nawet morderstw. Wydarzenia te pchnęły Ukraińców do kontrakcji. Wszystko zaczęło się w 1944 w Pawłokomie, gdzie zginęło ośmiu Polaków. Jakby tego było mało w styczniu 1945 zostało uprowadzonych, a następnie zamordowanych kolejnych dziewięciu. Kilku z nich pochodziło z sąsiedniego Dynowa. Polacy obwiniali o to UPA, a Ukraińcy winę kierowali na wojska NKWD. Niewykluczone, że ta druga wersja może być prawdziwa. Sowietom zależało na wywołaniu walk polsko- ukraińskich, podobnie jak ich niedawny sojusznik lubili wykorzystywać różnice etniczne. Znana jest historia jak to wojska NKWD przebrane za oddział UPA zaatakowały w marcu 1945 miejscowość Dynów. Napotykając silny opór Polaków, bojąc się zniszczenia postanowiły się ujawnić. Można, więc uwierzyć, że mord w Pawłokomie na Polakach dokonało NKWD, lecz brak na to dowodów. Wracając do wydarzeń w Pawłokomie, wójt Dynowa zapowiedział, że pomszczą oni Wołyń. Powiadomiono rodziny polskie, aby opuściły wieś. Kiedy tak też uczyniono, około 1 lub 2 marca 1945 we wsi pojawił się oddział AK J. Bissa „Wacława”, który zabił w tej miejscowości 395 osób, głównie mężczyzn. Kobietom i dzieciom kazano iść za Zbrucz. Nie był to koniec mordów na Ukraińcach. Na polecenie dowódcy AK L. Caga ”Wilka” dokonano serii zabójstw Ukraińców mieszkających w Dynowie. 6 marca w Łubnem zabito od 20 do 80 Ukraińców. 5 marca milicjanci z Krasiczyna zabili 12 Ukraińców, ich ciała wrzucając do Sanu. Nieznani sprawcy zaatakowali wsie Berezka i Bachów zabijając w pierwszej według OUN 187, a w drugiej 95 Ukraińców. Według UPA w większości tych akcji brała udział banda Kotwickiego „Ślepego”, którą wspierali mieszkańcy miejscowości Borownicy. Ukraińcy postanowili ich zlikwidować. 21 kwietnia 300 ludzi dowodzonych przez samego „Konyka” przy pomocy moździerzy zaatakowało miejscowość. Walka była zacięta, trwała prawie 3 godziny. Zginąć mogło od 30 do 200 osób, lecz samemu Kotwickiemu udało się zbiec.38 Wydawać by się mogło, że po zniszczeniu Borownicy dojdzie już tylko do jeszcze gorszych aktów zemsty.

Niespodziewanie na terenie Pogórza Przemyskiego pojawił się kpt. Dragan Sotirovicz ”Drażka”(oficer armii jugosłowiańskiej, w 1944 roku uciekł z obozu w Rawie Ruskiej i przyłączył się do AK, gdzie został dowódcą jednego z oddziału), który postanowił przerwać te krwawe walki. Do rozmów predysponowało go pochodzenie, które zapewniało brak podejścia emocjonalnego do sprawy, a także chęć szczerego porozumienia. Wysłał on list do lokalnych działaczy OUN na terenie Pogórza, którzy po konsultacjach odpowiedzieli pozytywnie na propozycję rozmów. Do spotkania doszło 29 kwietnia 1945 roku we wsi Siedliska. Uczestniczyli w nim ze strony polskiej „Drażka” oraz R. Krasek „Pirat”. Ze strony ukraińskiej nie znamy nazwisk, gdyż obawiający się podstępu Polaków Ukraińcy podali jedynie fałszywe pseudonimy. W trackie rozmów postanowiono, że obie strony zaprzestaną ataków zaczepnych wobec siebie, a główne siły skierują do walki z ZSRR. Zobowiązano się udzielać sobie pomocy oraz wymieniać informacje. Zapewniono pełne bezpieczeństwo ludności miejscowej. Porozumienie miało objąć tereny Pogórza Przemyskiego i przyległe. Powstała na nich nieformalna granica polsko- ukraińska pilnowana przez obie strony. Poruszanie się po obcym terenie można było przeprowadzić jedynie za zgodą bądź to UPA bądź AK na ich terenach. Ustalono również sposób postępowania z bandytyzmem, który był na tym terenie dużym problemem.39 Właśnie w sprawie bandy grasującej w tym rejonie doszło do spotkania przemyskiej komórki OUN z Komendą Obwodu AK, w sprawie pobrania podatku od bogatych mieszkańców Przemyśla przeprowadzone pod szyldem Armii Krajowej. W czasie spotkanie członkowie AK wyjaśnili, że nie mają nic wspólnego ze sprawą, zobowiązali się także dołożyć wszelkich starań, aby oczyścić swe szeregi z ludzi związanych z bandytami.40 Porozumienie to przetrwało do jesieni 1945. Do zerwania doszło z kilku przyczyn. Najważniejsze to rozwiązanie po konferencji w Poczdamie oddziałów zbrojnych AK. Na terenie Pogórza Przemyskiego zaczęto tworzyć jedynie siatkę wywiadowczo-propagandową. Doszło do tego ze względu przeznaczenia stacjonujących tu oddziałów partyzanckich „Warta” do marszu na Lwów, gdyby był zagrożony. Po Poczdamie uznano, że zniknął sens ich istnienia. Ukraińcy zaś prowadzący walkę partyzancką nie chcieli współpracować ze stroną, która nie ma własnych sił zbrojnych. Do końca współpracy na pewno przyczyniło się pojawienie w rejonach Przemyśla WP, które zaczęło przeprowadzać bezwzględne przesiedlenia. W odpowiedzi na nią UPA przeprowadziła kolejną akcję przeciw polskim wioskom, tym razem bez masowych mordów. Ograniczono się do palenia gospodarstw. Ostatnim, nie mniej istotnym punktem była działalność wywiadu radzieckiego, który starał się nie dopuszczać do współpracy, rozpuszczając różne plotki, to o współpracy UPA z NKWD, czy też podszywając się pod Ukraińców i atakując wsie, jak już wcześniej wspomniany atak na Dynów.41 Mimo tego, że porozumienie przestało obowiązywać już na jesieni 1945 roku to i tak spełniło bardzo ważną rolę, gdyż przerwało rosnącą falę mordów, a także zapewniło spokój mieszkańcom Pogórza na czas jego obowiązywania. Ciekawym przykładem próby porozumienia jest spotkanie, do jakiego doszło 3 maja 1945 we wsi Grochowce. Miejscowy komendant MO Suchocki na wezwanie Ukraińców podjął z nimi rozmowę, na której proponowano mu podjęcie współpracy przeciw bolszewikom i Niemcom.42 Niestety brak informacji jak sprawa się zakończyła.

Partyzanci UPA.

Partyzanci UPA

fot. http://www.irekw.internetdsl.pl/upa1.html

30 maja 1945 roku na tereny województwa rzeszowskiego przybyła 9 DP, która miała zając się wysiedleniami ludności ukraińskiej, zgodnie z wcześniej zawartą umową z Ukraińską SRR. Akcja przesiedleńcza wzmogła działania oddziałów UPA. G. Motyka w swojej pracy okres ten nazywa wręcz „ukraińskim powstaniem”. Trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Upowcy podejmują śmiałe akcje, które mają na celu zaprzestanie wysiedleń lub ich czasowe ograniczenie. Do bardziej brawurowych akcji można zaliczyć np. trzykrotny atak na Birczę, w czasie którego stacjonujące tam oddziały WP ponoszą znaczne straty.43 Ciekawym przykładem są również zdarzenia, jakie miały miejsce w noc sylwestrową 1945. We wspomnieniach kapitana Jana Wróblewskiego znaleźć można fragment jak to dowódcy garnizonu miasta Przemyśl obawiają się ataku kureniu „Konyka”. Sytuacja ta powtórzy się również za rok.44 Wyraźnie zauważyć można lęk żołnierzy i dowódców przed działalnością UPA. Był on na pewno uzasadniony, gdyż Ukraińcy udowodnili, że mimo dużej różnicy sił potrafią skutecznie walczyć. Praktycznie w 1945 roku to oni kontrolują Pogórze Przemyskie. Ustanawiają administrację, wybierają kontyngenty żywnościowe. Wyraźnie przyczynił się do tego fakt likwidacji na tych terenach polskiej partyzantki i słabość nowych władz.45 Zauważyć można również, że dzięki porozumieniu w Siedliskach celem UPA nie byli już wszyscy Polacy, lecz tylko ci, którzy wspomagali władzę „ludową” bądź oddziały WP. Od września 1945 na terenach Pogórza oddziały SKW zaczynają prowadzić wojnę partyzancką z oddziałami WP. Lecz siły samoobrony były za słabe na regularne wojsko, więc przeprowadzono mobilizację do UPA w wyniku, której powstały cztery nowe sotnie. Na terenie Przemyśla i okolic działał 28 pp, który stał się głównym przeciwnikiem UPA. Wspomagały go również oddziały MO i NKWD. Pierwsze walki zaczęły się 6 września pod wsią Cisowa. Na stacjonujących we wsi żołnierzy uderzyły oddziały SKW dowodzone przez „Burłakę”. Udało im się przebić przez obronę i wyprzeć poza zabudowania oddziały WP. Po trzygodzinnym boju Ukraińcy wycofali się zabijając czterech żołnierzy i raniąc sześciu. „Banderowcy” mieli stracić 16 zabitych i aż 30 rannych. Oczywiście druga strona podaje zupełnie inne dane, nie sposób ustalić jak było naprawdę. We wrześniu Ukraińcy przeprowadzili jeszcze jedną większą akcję. W nocy 13 września zaatakowali stacjonujących we wsi Żohatyn żołnierzy. Atak przeprowadziła sotnia „Zruba”, która według danych UPA miała zabić aż 45 Polaków. WP odpowiedziało na te rajdy przeszukaniem okolicznych lasów, które zakończyły się jedynie odnalezieniem kilku bunkrów zaopatrzeniowych. Wojsku również nie udaje się przeciwstawić podpalaniu wysiedlonych wiosek. Na 52, jakie do października 1945 r. zostały wysiedlone, spaleniu uległy 35. Również w październiku UPA zaczyna akcję przeciw polskim osadom. W jedną noc 5 października uderzono jednocześnie na miejscowości: Dylągawa, Slinica, Bratkówka, Pawłokoma i Łączki. Nieoczekiwanie dla napastników doszło do walki, gdyż wsie posiadały samoobrony. Zabito dziesięciu mężczyzn i spalono 240 gospodarstw. Obrona musiała być bardzo zażarta, gdyż Upowcy stracili 6 ludzi. Następnych daniach zaatakowano ponownie Slinicę, a także Tarnówkę, Zalesie, Wojtkową. Zginęło w nich 35 Polaków, wsie zostały spalone. W Wojtkowej zlikwidowano również posterunek MO zabijając 15 milicjantów. Działania wojska były bezskuteczne, bandytom udawało się umknąć. W październiku UPA na Pogórzu Przemyskiem wzmocniły się. Przybyły kureń „Podkarpacie” oraz sotnia „Karmeluka”. Tak wzmocnieni Ukraińcy postanowili sparaliżować działalność WP przez zajęcie Birczy. 22 października nowo przybyłe oddziały UPA uderzyły na Birczę, w której znajdował się 3 batalion 28 pp. „Banderowcom” udało się przebić przez obronę i wkroczyć do miejscowości, gdzie toczył się czterogodzinny bój, po którym udało się odeprzeć napastników ponosząc jednak znaczne straty. Zginęło 17 Polaków, a 30 żołnierzy dostało się do niewoli, których po rozmowie propagandowej wypuszczono. Ukraińcy uderzyli również na Kuźminę, aby unieruchomić tamtejszy batalion, który mógłby pójść Birczy z odsieczą. Ukraińcami dowodził „Hromenko”. W walce poległo 10 żołnierzy WP i 4 Ukraińców. 27 października „Burłaka” na czele swojej sotni spalił wsie Wapowce i Korytniki, w których znajdowali się polscy repatrianci z Kresów. Według relacji UPA ich działanie spotkało się ze zrozumieniem mieszkańców, którzy nie stawiali oporu. Ciekawe jest to, że w tej samym tekście można znaleźć informację, że zginęło siedmiu Polaków. UPA kontynuowała nadal akcję przeciw polskim wsiom. 11 listopada ponownie sotnia „Burłaki” spaliła wsie repatriantów: Bowina, Krasiczyn oraz Ujkowice. Następnie sotnie te podjęły odważny rajd na Pikulice oddalone od Przemyśla o niespełna 5 km. Spaliły część zabudowań, ostrzelały również miejscowe koszary WP. Po tej akcji UPA poczuła się na tyle pewnie, że 29 listopada ponownie zaatakowała Birczę siłami sotni „Burłaki” i „Bartla”, w której znajdował się batalion 17 DP. Atak ten był o wiele słabszy od poprzedniego, ponieważ nie Bircza była celem, lecz okoliczne wsie, które spalono. Uderzenie to miało jedynie odwrócić uwagę wojska od prawdziwych zadań UPA. W czasie gdy w Birczy trwały walki Ukraińcy spalili wsie: Korzeniec, Stara Bircza, Rudawka, Boguszówka, Łomna i Huta Brzuska. Odcięto również połączenie z Przemyślem tarasując drogi zwalonymi drzewami. Akcja udała się w pełni, wsie spłonęły, a w Birczy zginęło trzech żołnierzy. Działania odwetowe prowadzone przez WP w listopadzie nie dały rezultatów, w odróżnieniu od akcji UPA, które w grudniu wstrzymały dalsze wysiedlenia ludności ukraińskiej. „Banderowcy” postanowili zasilić swe szeregi jeńcami Niemieckimi. Liczono, że razem będą walczyć z ZSRR. 11 grudnia „Burłaka” podjął próbę odbicia jeńców z obozu w Nehrybce. Pomimo utrzymywania z nimi kontaktu przez łączników sama akcja nie udała się. Niemcy nie odpowiedzieli na umówiony znak. Uwolniono tylko jedną osobę. UPA w grudniu zorganizowała szereg zasadzek na WP, między innymi na drodze z Rybotycz do Kopytna, gdzie miało zginąć trzech żołnierzy, a czterech dostało się do niewoli, z których dwóch rozstrzelano, gdyż mieli być to oficerowie komuniści. Następnie ostrzelano samochód zaopatrzenia jadący do Birczy, w którym zginęło trzech żołnierzy WP. UPA dokonała również ataku na sam Przemyśl, ostrzelano go z moździerzy, zniszczono także sieć wodociągową.46 Spowodowało to wielki zamęt w mieści. Miejscowy UB usilnie prosiło o wsparcie obawiając się ataku „banderowców” na miasto.47 Początek nowego roku zaczął się od ataku na Birczę przeprowadzonego przez „Konyka” wszystkimi podległymi mu sotniami. Tym razem WP było przygotowane do odparcia ataku. Miejscowość wcześniej okopano, wybudowano nowe punkty ogniowe. Uderzenie UPA przeprowadziło nocą 6 na 7 stycznie 1946r. Birczy bronił drugi batalion 26 pp, który szybko zorganizował skuteczną obronę odpierając ataki przez kilka godzin. W krytycznej chwili, kiedy „banderowcy” zaczynali zdobywać przewagę, do walki włączył się powiadomiony przez radio oddział manewrowy z Starej Birczy, który zmusił UPA do wycofania się. Ukraińcy ponieśli ciężkie straty, na polu boju zostało 23 partyzantów w tym sam „Konyk”. Od stycznia 1946 na Pogórzu Przemyskim odpowiedzialność za bezpieczeństwo przejął 28pp. Działać będzie on w okolicach Przemyśla do 1947 roku. Wobec niepowodzeń wcześniejszych działań WP wprowadzono tzw. oddziały manewrowe liczące po 100 osób. Miały być mobilne i dysponować dużą siłą ognia. Swoja przydatność pokazały już w styczniu, kiedy to jeden z nich w okolicach Dobrej Szlacheckiej napotkał sotnię „Jara”. W wyniku walki UPA wycofała się, a żołnierze WP zajęli się wioską, zabijając w niej 26 „banderowców”. Ten sam właśnie oddział przyjdzie z odsieczą zagrożonej Birczy nocą 7 stycznia. Następny okres jego działania przynosi kolejne sukcesy, od 9 do 18 stycznia zabiją oni 65 osób. Sam oddział stracił czterech zabitych. Ciężko wywnioskować czy ci zabici „banderowcy” nie byli podobni do tych ze wsi Dobra Szlacheckie. Inny odział manewrowy nie miał już takich sukcesów i nie wyróżnił się w tym czasie niczym szczególnym. Każdorazowo nocą 1/3 garnizonu Birczy przeprowadzała w okolicznych miejscowościach rekonesans. Podczas jednego z takich patroli natknęli się oni w okolicach wsi Łomnej na sotnię „Burłaki”, zmuszając Ukraińców do wycofania zadając im duże straty. Była to pierwsza tak duża porażka tej sotni, w walce straciła ona 11 ludzi, zginał tylko jeden Polak.48 Warto również wspomnieć o tym, że od drugiej połowy stycznia zmieniło się podejście do ukraińskich wsi ze strony WP. Nie rabowano już ich, zaczęto się lepiej do nich odnosić w celu zwerbowania do siatki wywiadowczej.49 Porażka UPA pod Birczą wymusiła na niej zmianę taktyki. Odtąd nie atakowano już całych garnizonów ograniczono się do zasadzek na mniejsze oddziały WP. Mimo ciężkich strat Upowcy kontynuowali swoje akcję przeciw polskim osadom. Między innymi 13 stycznia „Burłaka” spalił folwark Kupiatyn. Pod koniec stycznia Ukraińcy postanowili sparaliżować transport na Pogórzu Przemyskim, między innymi paląc most kolejowy w Olszanicy. Wysadzono również most kolejowy na trasie Sambor- Sanok. Sotnia „Łastiwka” spaliła pięć mostów koło Ropienki. 31 stycznia „Burłaka” zaatakował stacje kolejową w Zabużu. Podczas akcji spalono pociąg, zaminowano stację oraz tory kolejowe. Akcje miały na celu przeciwstawienie się dalszym wysiedleniom, do których przystąpił ponownie WP. Po raz kolejny działania przeciw UPA nie dały rezultatów. Tymczasem w Łuczycach „Burłaka” uszkodził rurociąg, przez co przerwał dostawy gazu do Przemyśla. Nadal „banderowcy” niszczyli mosty, jak sotnia „Łastiwki” na początku marca w okolicach Tyrawy Wołoskiej i Solnej. Przeprowadzali także zasadzki na oddziały Wojska Polskiego jak pod Prałkowcami, gdzie oddział SB zabił czterech żołnierzy. Na okres Świąt Wielkanocnych wszystkie sotnie zebrały się w Woli Wołodzkiej, gdzie razem świętowały. Aby przyspieszyć wysiedlenie ludności na Pogórzu utworzono specjalną GO Rzeszów, która do swojej dyspozycji posiadała nawet czołgi. Teraz skupiono się wyraźnie na akcji przesiedleńczej, ograniczając działania przeciw partyzantom. Znów zmieniono sposób podejścia do ludności. Wrócono do starych sposobów zmuszania do wyjazdu przez nieustane najazdy na wioski oddziałów MO i WP, które grabiły i biły mieszkańców. Ostatecznie akcję wysiedleńczą na Pogórzu Przemyskim udało się zakończyć do czerwca. Na te akty gwałtu ze strony polskiej UPA odpowiedziało własnymi akcjami. Sotniom „Hromenki” i „Burłaka” udało się osaczyć na drodze do Birczy pododdział 30 pp. Został on otoczony i podczas wielogodzinnego boju, dopóki nie nadeszła odsiecz, stracił 16 żołnierzy. Ukraińcy nie ponieśli żadnych strat. W odwecie oddział WP ostrzelał z moździerzy wieś Trościaniec, w której zginęło dwie osoby, następnie wieś ograbiono i spalono. UPA nie została dłużna, rozbiła posterunek MO w Krzywczy, następnie spaliła wieś. WP postanowiła przeprowadzić akcję przeciw „banderowcom”, lecz po raz kolejny zakończyła się ona zupełną porażką. Tymczasem Ukraińcy przystąpili do energicznych działań. 9 maja dwie sotnie uderzyły na trasę kolejową Ustianowa- Załuż, gdzie zaminowano wiadukt w Olszanicy. Wywiązała się walka z sokistami oraz z WOPem50. Na pomoc wezwano pociąg pancerny, na który UPA postanowiła przeprowadzić zasadzkę, niedaleko góry Sobień, lecz załoga odparła atak. Udało się jej przyjść z pomocą również Olszanicy. 10 maja te same sotnie spaliły 230 gospodarstw w Leszczawie Dolnej zabijając przy tym trzech cywilów. Akcję to przeprowadzono pod pretekstem grabienia ukraińskich wiosek przez ich mieszkańców. Oszczędzono tylko plebanie, gdyż ksiądz upominał swoich parafian przed grabieniem.

Współczesna panorama Birczy.

 

 

 

 

Bircza

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

fot. http://miastapolski.blox.pl/2008/09/Bircza-jest-wsia-gminna-lezaca-na-terenie-powiatu.html

 

 

29 maja wojsko przeprowadziło akcje przeciw wsiom Jabłonica i Ulucz, gdzie zabito 5 osób. Resztę mieszkańców ograbiono, doszło również do licznych ciężkich pobić w tym dzieci. Ukraińcy o uczestnictwo w akcji oskarżyli również okoliczną ludność polską. W czerwcu wojsko przeprowadziło akcję przeciw UPA, udało się odkryć wiele schronów z bronią, a także rozbić 12 czerwca sotnię „Jara”, która straciła siedmiu ludzi. Jednak aktywność działań WP znacznie spadła, gdyż większość jednostek skierowana została do „osłony” referendum ludowego. Pozwoliło to Upowcom odnieść kilka sukcesów. Jedna sotnia w przeciągu dwóch dni- 6 i 7 czerwca zniszczyła dziesięć mostów na trasie Rybotycze- Łozinka i Wojtkowa- Wójtkówka. 14 czerwca „ Burłaka” wziął do niewoli 23 podchorążych, którzy kosili trawę. Po rozbrojeniu i rozmowie propagandowej puszczono ich wolno. Sotnia „Hromenki” wraz z oddziałem „Burłaki” spaliła wysiedlone wsie: Maćkowice, Batycze, Orzechowce, Ujkowice. Największy sukces jednak UPA odniosła w Lasach Brylińskich, gdzie sotnia „Łastiwki” 26 czerwca napotkała skierowaną w ten rejon szkołę podoficerską 26pp. „Banderowcy” zajęli dogodne pozycję ukryto strzelców na drzewach i z zaskoczenia ostrzelano oddział liczący około 80 ludzi. Po chwili ruszył szturm. Próba obrony nie powiodła się żołnierze zostali rozbici. Gdy na miejsce dotarła odsiecz, UPA już nie było. W walce zginęło 22 Polaków. B. Jagielski nazwał tą bitwę „lekcją na polu śmierci”51

Na Pogórzu Przemyskim po zakończeniu referendum i wysiedleniach, oddziały WP z siłami GO Rzeszów przystąpiły do bardziej zdecydowanych działań przeciw UPA. Przede wszystkim zwiększono liczbę oddziałów manewrowych, które stały się postrachem Ukraińców. Ci zaczęli je nazywać „batalionami śmierci”. Na terenie Pogórza działały trzy takie jednostki taktyczne.52 Wojsko zaczęło stosować również taktykę podszywania się pod UPA, aby uzyskać informację, bądź podejść niepostrzeżenie jakiś oddział. W rejon Przemyśla skierowano również klucz samolotów PO-2, zwanych popularnie „kukuruźnikami”, które pomagały w odnajdywaniu oddziałów partyzanckich, a także w ich zwalczaniu. Po raz kolejny dzięki rozkazowi z „góry” żołnierze zaprzestali prześladowań ludności, mówili, że teraz będzie spokój tylko wszyscy muszą wyjść z lasu, przez co zmniejszało się poparcie ludności dla UPA. W samych szeregach „banderowców” coraz bardziej szerzyło się w zwątpienie w możliwość zwycięstwa. Przesiedlenia spowodowały, że zmniejszyły się możliwości mobilizacyjne i zaopatrzeniowe Upowców.53 Pojawiały się również pierwsze przypadki dezercji, które nie miały wcześniej miejsca. Świadczyło to o załamaniu morali w oddziałach. Ci jednak, mimo tych przeciwwskazań nie podawali się i walczyli nadal. UPA postanowiła wykorzystać okres letni na przeprowadzenie mobilizacji, a także szkolenie nowych rekrutów. Silnie odczuli zdradę A. Węgra ”Gada”, który wydał wiele kryjówek. Pierwsza większa bitwa w tym okresie miała miejsce 8 lipca 1946 roku, kiedy to dwie sotnie zaatakowały Dubiecko. Udało się im zniszczyć budynek sądu, posterunek MO, a także budynek, w którym mieścił się urząd gminy. Zrabowali również towary z spółdzielni rolniczo-handlowej, zginęło przy tym kilku Polaków. Operację, jakie przeprowadziły w lipcu „bataliony śmierci” przyniosły ograniczony sukces. Jednemu z tych oddziałów udało się zlikwidować bojówkę SB w lesie Uroczysko Turnia. Zginęło dziewięciu Ukraińców. UPA odpowiedziała udaną zasadzką w rejonie Birczy, w której zginął między innymi brat komendanta posterunku MO, Winiarski. 22 lipca oddział ukraiński obrabował wieś Babice. W pościg za nim ruszył oddział manewrowy WP dowodzony przez ppłk Wygańskiego liczący 280 żołnierzy. Dotarł on do Jawornika Ruskiego, gdzie zgubiono ślad za partyzantami. Dowódca wydał rozkaz obsadzenia wsi i przeczekania w niej nocy. Tymczasem w lesie koncentrowały się siły UPA. Sotnie „Hromenki, „Burłaka” oraz „Jara” podjęły decyzję ataku na oddział WP znajdujący się we wsi. 24 lipca oddział manewrowy zaczął przeszukiwać las. Nieopodal Jawornika Ruskiego, gdzie napotkano sotnię „Jara” doszło do zaciętej walki. Niespodziewanie dla Polaków na ich tyły uderzyła reszta sił UPA, które zmusiły ich do obrony w kilku kierunkach. Walki toczyły się cały dzień. Ostatecznie „banderowcy” ze względu na brak amunicji oraz nadchodzącą pomoc dla oddziału WP musieli się wycofać. Polacy stracili 11 żołnierzy, a 14 dostało się do niewoli. Zostali oni później zabici przez UPA, które z kolei straciło 9 ludzi. W sierpniu zaangażowano oddziały WP do akcji żniwnej, przez co zmniejszyła się ilość akcji przez nie przeprowadzanych. Dopiero w końcu sierpnia żołnierze ponownie ruszyli do walki. Ponad 300 osobowy oddział WP wspierany przez MO i UB wyruszył 30 sierpnia z Ropienki. Kierowali się w kierunku Jamny Górnej przeszukując po drodze lasy. Wykorzystując oddział przebrany za UPA, uzyskali od miejscowej ludności informacje, że „banderowcy” znajdują się w rejonie Jamny Górnej. Dowodzący ppłk Komar natychmiast udał się w tamtym kierunku. Znajdowały się tam połączone sotnie „Burłaki” oraz „Kryłacza”. Niespodziewanie dla nich uderzyły na nie rozwinięte w tyralierę Wojsko Polskie. Mimo dużej siły ognie „banderowców” posiadali na drzewach snajperów. Ich próby kontrataku nie udawały się, kończąc przeważnie poważnymi stratami. Psychicznie nie wytrzymała starcia grupa milicjantów, którzy wycofując się spowodowali w polskich szeregach wielki chaos. Skończyło się cofnięciem całego oddziału. Pozwoliło to wycofać się partyzantom, którzy stracili 12 ludzi, straty wojska to 8 żołnierzy. Po tym starciu oddziały ukraińskie zmieniły taktykę, zaczęły unikać bezpośrednich starć, bardzo intensywnie krążąc w terenie. W listopadzie rozwiązaniu uległa GO Rzeszów, tym samym ciężar walk spadł na 9 DP. Jednak operację podejmowane przez wojsko nie przyniosły efektów, a na dodatek znaczna część sił w grudniu została skierowana do „ochrony” wyborów do Sejmu Ustawodawczego, przez co akcję przeciw UPA praktycznie zamarły. Ciężka sytuacja, w jakiej znaleźli się „banderowcy” nie spowodowała, że zaprzestali oni akcji ofensywnych. Między innymi w październiku przecięli w 15 miejscach drut telegraficzny na odcinku Przemyśl-Krasiczyn. 17 listopada sotnie „Kryłacza” i „Hromenki” podjęły brawurową akcję, w wyniku której zdobyto Dynów, rozbijając posterunek MO, a także z miejscowej apteki zabrano potrzebne im lekarstwa. W styczniu 1947 r. odziały UPA skoncentrowały się na zdobyciu zapasów i odzieży na zimę. W tym celu na prawy brzeg Sanu przeprawiły się sotnie „Kryłacza”, „Hromenki”, oraz „Burłaka” zdobywając potrzebne im rzeczy. Według UPA miejscowa ludność była pod wrażeniem ich „dobrego” zachowania. 18 lutego zdobyli pocztę w Rybotyczach, a na listach przybili stempel „cenzura UPA”. Ale był to już ostatnie chwile spokoju na terenach Pogórza Przemyskiego dla ukraińskich partyzantów.54 Po „zwycięstwie” w wyborach do sejmu władza ostatecznie postanowiła rozwiązać problem ukraińskiej partyzantki. 31 stycznia 1947 znów wznowiono działalność oddziałów manewrowych. W rejon Pogórza Przemyskiego skierowano również świetnie wyposażony i wyszkolony lotny oddział KBW. Wojsko zmieniło taktykę, zaczęło organizować zasadzki, poruszać się 40 osobowymi oddziałami nawet nocą. Niewiele pomagała ruchliwość „banderowców”, gdyż byli oni bez ustanku ścigani przez przeważające siły. Zmiana taktyki przez WP szybko przyniosła efekty. 3 marca 1947 r. doszło do bitwy pomiędzy grupą KBW a sotniami „Burłaki” i „Kryłacza” pod Jamną Górną. Kabewiacy zaskoczyli odpoczywające oddziały UPA. Wywiązała się zaciekła walka, w której Upowcom udało się odeprzeć kilka ataków KBW. Ostatecznie po kilku godzinach Ukraińcy wycofali się. W walce stracili 12 ludzi, a Polacy czterech. Oddziały ukraińskie nie miały chwili spokoju.

Już 15 marca sotnia „Burłaki” i „Kryłacza” ponownie wpadły w zasadzkę w rejonie wsi Makowiska, w wyniku której stracili pięciu ludzi. Po stronie polskiej strat nie było. W ciągu kolejnych dziesięciu dni te same sotnie stoczyły jeszcze kilka bitew tracąc kolejnych ludzi.55 Mimo tych licznych strat zadanych UPA, okres zimy 1946/1947 r. został przez władze polskie zmarnowany. Istniała bardzo duża szans całkowitego zniszczenia partyzancki ukraińskiej lub przynajmniej dużego jej wykrwawienia. Władze jednak nie zdecydowały się na ten krok, ponieważ wojsko było im wtedy potrzebne do „ochrony demokratycznych” wyborów. One były dla PPR groźniejsze niż partyzanci z UPA. Wszystkie te elementy doprowadzą do akcji „Wisła”56

Ukraińcy zatrzymani podczas akcji Wisła

akcja Wisła

 

 

 

 

 

 

 

 


fot. http://www.irekw.internetdsl.pl/akcja_wisla/1.html

 

Czy tak naprawdę ta akcja była w ogóle konieczna? Najwyraźniej dla kierownictwa partii tak. Wyraźnie widać, że nie chciało ono rozwiązać kwestii partyzancki ukraińskiej w inny sposób. W styczniu ogłoszono amnestię, nie objęła ona jednak UPA. Wiele wskazuje na to, że wytyczne co do postępowania z ludnością Ukraińską przyszły z Moskwy57, która nie chciała, aby w Bieszczadach istniała komórka UPA mogąc współpracować z jednostki OUN- UPA na Ukrainie. Akcję zatwierdzono 28 marca 1947 r. na posiedzeniu Biura Politycznego. Miała ona objąć 80 tys. Ukraińców, których miano przesiedlić na tereny Ziem Odzyskanych w niewielkich skupiskach tak, aby dokonała się szybka asymilacja tej ludności w nowym otoczeniu. W ramach akcji „Wisła” na Pogórzu Przemyskim znalazły się 5 pułków piechoty rozlokowanych po całym terenie. Widać już na początku wielką przewagę liczebną Polaków. Na jedną sotnie ukraińską przypadał jeden pułk WP. Sztab WP opracował nową taktykę przeciw oddziałom UPA. Polegała ona na zwiększeniu liczny oddziałów manewrowych, które miały stale ścigać partyzantów. Zwiększono znacznie ich mobilność przydzielono im ciężarówki oraz psy pomagające tropić „banderowców”, którzy praktycznie przy takim układzie sił zmienili się w zwierzynę łowną. Jedyną możliwością przeciwstawienia się wysiedleniom przez UPA było minowanie dróg. Jednak dzięki licznym oddziałom saperskim nie na wiele się to zdawało. Dowództwo OUN-UPA zdawało sobie sprawę z tego, że nie jest wstanie zapobiec wysiedleniom. Postanowiło skoncentrować się na tym, aby przetrwać i nadal prowadzić walkę. Oddziały Upowców znajdowały się w ciężkim położeniu, brakowało im żywności, lekarstw, a przede wszystkim butów. Właśnie one stały się głównym celem ataków rabunkowych oddziałów. Mimo prowadzonej akcji przesiedleńczej odziały WP prowadziły również działalność przeciw „banderowcom”. Wojsku udało się skutecznie ścigać sotnie „Hromenki”. Musiał się on trzykrotnie przebijać z okrążenia tracąc przy tym kilku ludzi. Ostatecznie na początku czerwca spotkał się on z „Bajdą”- dowódcą UPA na terenie Pogórza i zdecydowano się przebijać na Zachód. Toczył liczne walki na terenie Bieszczad z oddziałami WP, ostatecznie udało mu się przedrzeć do Czechosłowacji skąd dostał się do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Reszta oddziałów ukraińskich przebywająca na terenach Pogórza Przemyskiego skoncentrowała się w lasach, w rejonie Birczy. Podczas drogi na miejsce koncentracji oddział „Burłaka” natknął się na 2 batalion 28pp. Stoczył z nim zwycięską bitwę zabijając dwóch żołnierzy, nie tracąc żadnego ze swoich ludzi. Fakt ten przyczynił się do wykrycia zgrupowania „banderowców” przez oddziały WP, które 3 czerwca okrążyły je siłami trzech pułków. Zaczął się krwawy bój. Ukraińcy za wszelką cenę chcieli wydostać się z okrążenia atakując zawzięcie otaczające je oddziały polskie. UPA zastosowała taktykę tzw. „kukułek”, czyli snajperów ukrytych pośród drzew. Ostatecznie po ciężkich walkach Upowcom udało się rozerwać okrążenie i przebić przez nie. Ponieśli jednak duże straty. Zginąć mogło według różnych źródeł od 18 do aż 46 „banderowców”. Między innymi w czasie walk zginął „Łastiwka”. Poległo również 16 żołnierzy po stronie polskiej. Ukraińcy po przełamaniu okrążenia ruszyli w kierunku Żohatyna. Ostatecznie, aby zmylić pościg przeszli przez San na drugą stronę pod Dubieckiem spodziewając się, że nikt nie będzie ich szukał po „polskiej” stronie. Na ich nieszczęście napotkali na patrol ORMO, który rozbili jednocześnie ujawniając się. Postanowili więc znów przekroczyć 9 czerwca 1947 roku San. Tym razem pod Wapowcami. Udali się w kierunku Zawadki, gdzie dotarli 13 czerwca. Tam też postanowili odpocząć. Następnego dnia rano „Kryłacz” wraz z niewielkim oddziałem postanowił udać się do wsi Zawadka, aby zdobyć jakiś prowiant dla sotni. Tu napotkali zorganizowaną przez Polaków zasadzkę, w której zginął sam „Kryłacz” i kilku ludzi. Reszta Sotni ruszyła ku Borownicy, gdzie znów znaleźli się w okrążeniu, lecz dowodzącemu „Burłace” udało się wyprowadzić oddział z okrążenia. Zginęło przy tym 5 ludzi. Ciekawe, że pod czas akcji zaśpiewali „ Gdy naród do boju”, przez co żołnierze podejrzewali, że to być może jakiś oddział polskiego podziemia. Ostatecznie zaszczuty „Burłaka” postanowił przebijać się do Czechosłowacji. W międzyczasie zdezerterowało dziesięciu ludzi. Upowcy 17 czerwca przekroczyli San w Załużu i skierowali się ku granicy z Czechosłowacją. Wykryci zostali przez oddział KBW, który zorganizował zaporę na linii Szczawne-Kluszne-Średnia Wieś. Pomimo tej blokady sotnia „Burłaki” przebiła się gwałtownie atakując klinem i zabijając przy tym czterech żołnierzy KBW. Pościg nie dał rezultatu, dopiero dzięki zwiadowi lotniczemu udało się wykryć „ Burłakę” wraz z ludźmi w rejonie Chryszczatego. Rejon wzgórza otoczono. Upowcom nie udała się kilkukrotna próba przebicia się przez okrążenie. W ostatniej chwili Ukraińcy przebili się przez obronę tracąc dziesięciu ludzi. Dalszy pościg nie powiódł się, „Burłaka” dostał się do Czechosłowacji, gdzie uwierzył władzom, że jeżeli się podda, nie zostanie wydany Polakom. Słowa tego nie dotrzymano i w 1948 wszystkich wydano Polsce.58 Akcja „Wisła” doprowadziła do zniszczenia partyzantki ukraińskiej na Pogórzu Przemyskim i praktycznie w całej Polsce. Ostatnie niedobitki oddziałów przetrwają do zimy 1948. Na terenie Pogórza Przemyskiego przetrwa nieliczna dobrze zakonspirowana siatka OUN. Na wiosnę roku 1948 w okolicach Reczpola uaktywniła się około 15 osobowa grupa ukraińska. W marcu miała ona dokonywać grabieży i napadów, porwała również gajowego. Sprawą tą zajmowała się przemyski UB. Dostał on również wytyczne, co do rozpracowania siatki OUN-UPA pod nazwą „Barykada”. Udało się zwerbować kilka osób do współpracy, co doprowadziło w 1948 do aresztowania 20 osób zamieszanych w współpracę z „banderowcami”.59 Jednak sotnie UPA nie mogły się już odtworzyć: zostały wyniszczone brak było zaplecza osobowego, aby zorganizowany opór mógł się zrodzić na nowo.

Konflikt polsko-ukraiński na Pogórzu Przemyskim prowadzony w latach 1943-1947 można podzielić na dwie fazy. Pierwsza to reakcja społeczeństwa polskiego na zajścia na Wołyniu i w Galicji Wschodniej oraz chęć zemsty na Ukraińcach za mordy policji ukraińskiej, czy też pogarda Polaków, jaką czuli za rzekomą współpracę z okupantem prowadzoną przez Ukraińców. Doprowadziło to do licznych tragedii jak Pawłokoma czy Borownica, gdyż obie strony uciekały się do podobnych metod. Druga faza to głównie walka UPA z ludźmi związanymi z władzą ludową lub wojskiem. Zaprzestaje się masowych mordów niewinnych ludzi. Duży wpływ na pewno na ten fakt ma współpraca AK-WiN z Upowcami. Komuniści zaś postanawiają rozwiązać problem ukraiński poprzez masowe brutalne przesiedlenia, które tak naprawdę nie musiały nastąpić, ponieważ było wiele okazji, aby rozwiązać ten problem inaczej. Nie sposób rozstrzygnąć, kto pierwszy zaczął tą spirale śmierci60.


Maciej Łacina

 



1 S. Kryciński, Pogórze Przemyskie. Słownik krajoznawczo-turystyczny, Warszawa 1992, s. 23.

2 G. Motyka, Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie 1943-1948, Warszawa 1999,

s. 51- 53.

3 Tamże, s 54.

4 W. Roszkowski, Najnowsza Historia Polski 1914-1945.Tom 1, Warszawa 2003, s.89.

5 G. Motyka, Tak było w…, s.57.

6 Ukraińska Wojskowa Organizacja.

7 Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów.

8 G. Motyka, Tak było w…, s.58.

9 T. Jurga, Obrona Polski 1939, Warszawa 1990, s.157-158.

10 G. Motyka, Tak było w…, s. 59.

11 W. Roszkowski, Najnowsza…, s. 359.

12 G. Motyka, Ukraińska partyzantka 1942-1960: działalność Organizacji Ukraińskich

Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, Warszawa 2006, s. 75.

13 G. Motyka, Tak było w…, s.85.

14 G. Motyka, Ukraińska partyzantka…, s.76.

15 G. Motyka, Tak było w…, s.92.

16 Tamże, s. 143.

17 J. Łukaszów, Walki Polsko-Ukraińskie 1943-1947, „Zeszyty Historyczne” nr 90, Paryż 1989, s. 186.

18 G. Motyka, Tak było w… s. 144.

19 J. Łukaszów, Walki Polsko-Ukraińskie…, s. 187-190.

20 G. Motyka, Ukraińska partyzantka…, s. 395.

21 Ukraińska Narodowa Samoobrona.

22 Ukraińska Powstańcza Armia.

23 G. Motyka, Tak było w… s. 160.

24 Tamże, s. 161.

25 J. Łukaszów, Walki Polsko-Ukraińskie…, s. 182-183.

26 G. Motyka, Tak było w… s. 161-163.

27 G. Motyka, Ukraińska partyzantka…, s. 398.

28 G. Motyka, Tak było w… s. 164.

29 Tamże s. 213-215.

30 J. Łukaszów, Walki Polsko-Ukraińskie…, s. 188-189.

31 Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem.

32 G. Motyka, R. Wnuk, „Pany” i „rezuny”. Współpraca AK-WiN i UPA, Warszawa 1997, s. 35- 37.

33 G. Motyka, Ukraińska partyzantka…, s. 79-80.

34 G. Motyka, R. Wnuk, „Pany”…, s. 37-45.

35 G. Motyka, Tak było w…, s. 252-253.

36 Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego

37 D. Iwaneczko, Urząd Bezpieczeństwa w Przemyślu 1944-1956, Rzeszów 2004, s. 70-71.

38 G. Motyka, Tak było w…, s. 254-256.

39 G. Motyka, R. Wnuk, „Pany”…, s. 131.

40 G. Motyka, Tak było w…, s. 256-257.

41 G. Motyka, R. Wnuk, „Pany”…, s. 132-133.

42 D. Iwaneczko, Urząd Bezpieczeństwa…, s.71.

43 G. Motyka, Tak było w…, s. 283-285.

44 J. Wróblewski, Wspomnienia z walk na Ziemi Przemyskiej (1945-1947), „Rocznik Przemyski”

nr 28, Przemyśl 1992, s. 296.

45 J. Łukaszów, Walki Polsko-Ukraińskie…, s. 191.

46 G. Motyka, Tak było w…, s. 323-326.

47 D. Iwaneczko, Urząd Bezpieczeństwa…, s. 73.

48 G. Motyka, Tak było w…, s. 326-328.

49 G. Motyka, Ukraińska partyzantka…, s. 584.

50 Wojska Ochrony Pogranicza

51 G. Motyka, Tak było w…, s. 329-332.

52 Tamże, s. 389.

53 G. Motyka, Ukraińska partyzantka…, s. 586-589.

54 G. Motyka, Tak było w…, s. 391-393.

55 G. Motyka, Tak było w…, s. 394.

56 G. Motyka, Ukraińska partyzantka…, s. 589-590.

57 J. Łukaszów, Walki Polsko-Ukraińskie…, s. 195.

58 G. Motyka, Tak było w…, s. 434-430.

59 D. Iwaneczko, Urząd Bezpieczeństwa…, s. 75.

60 Tekst powstał w 2009 roku.

Poprawiony: wtorek, 05 kwietnia 2011 21:19
 

Logowanie



Polecamy

Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 190 gości 

Warto zajrzeć

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama