O upiorach i strzygach w wierzeniach ludowych na terenie Małopolski w XIX w. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Iga Walczewska-Bińczyk   
środa, 06 lipca 2011 17:58

wampDemonologia może być rozpatrywana na trzech płaszczyznach, potocznej, czyli jako sfera wierzeń w różne bliżej nieokreślone istoty duchowe; teologicznej oraz naukowej. W rozumieniu naukowym, a ściślej etnograficznym jest to dziedzina badań skoncentrowana na wierzeniach ludowych dotycząca wyobrażeń istot demonicznych oraz związanych z nimi czynności i praktyk ochronnych, zapobiegawczych o charakterze często magicznym 1.

Wierzenia ludowe w świat istot demonicznych i pół demonicznych na terenie Polski miały swoje korzenie w religii dawnych Słowian. Rzecz jasna zabobony te i przesądy uległy przez wieki przemianie. Głównie chrześcijaństwo odbiło na nich swe piętno, a w późniejszych etapach importy z zachodu. To właśnie władze kościelne zdecydowanie starały się zapobiec wierze w demony. Dlatego też większość tych istot, których kult był silny i powszechny, została przekształcona w diabły i wcielona do panteonu piekielnego. Kościół postępował w ten sposób, jeśli nie był w stanie wykorzenić wizerunków pewnych demonów2. W przypadku, gdy twierdzono, że zmarły powracał, Kościół średniowieczny tłumaczył to wstępowaniem w ciało nieboszczyka diabła, który powodował zachowanie świeżości ciała3. Tak więc uznawano w XVI wieku np. zmory, strzygi, czy południce za czarownice ponieważ panowało przekonanie, iż są to popleczniczki diabła. Mamy więc dwa stanowiska Kościoła. Z jednej strony duchowni starali się wytępić wierzenia ludowe związane z okresem starosłowiańskim, przedchrześcijańskim. Z drugiej strony jednak istnieli duchowni, którzy starali się te relikty pogańskie połączyć z nauką Kościoła4.

Przyjmuje się, że wiara w duchy umarłych, które nawiedzały osoby z ich bliskiego niegdyś otoczenia, była rozpowszechniona w czasach przedchrześcijańskich, a i utrzymywała się po przyjęciu chrztu na terenie Polski. Potwierdzeniem tego są czaszki przebite drewnianym kołem lub żelaznym gwoździem, odnajdowane podczas wykopalisk. I tak mamy m.in. dwa takie znaleziska, jedno z okolic Piotrkowa, a drugie z Buczku. Są to więc niezbite ślady stosowania zabiegów ochronnych przed strzygoniami5. U Słowian dużą rolę odgrywał więc kult zmarłych (manizm) i uduchowianie zjawisk przyrody (animatyzm). Słowo dusza, duch pochodzi od dychać (łac. animus), co oznaczało po prostu tchnienie, które było istotą i źródłem życia6.

Wiara w upiory występowała na terenie całej Słowiańszczyzny. Nazwa upiór pochodzi od ruskiego „upyr i to stamtąd przyszła do Polski. Co prawda bardziej była ugruntowana nazwa „strzygoń”, „strzyga”, „wąpierz,wampierz”, co było charakterystyczne dla Lubelszczyzny ale upiór przeniknął na wieś z literatury, gdzie znalazł swoje miejsce w dobie romantyzmu. Ożywiło to wiarę w niego, a przy okazji zmieniło jego postrzeganie7. Wątki z tradycyjnej demonologii ludowej wymieszały się z konwencją literacką. Mimo, iż upiory, wampiry i strzygi posiadały te same cechy, w niektórych rejonach traktowano je jako trzy inne demony. Oczywiście był to skutek nawarstwienia rozmaitych wierzeń. Wampir, upiór, wieszczy na terenie Wielkopolski były to terminy, które określały różne wyobrażenia demoniczne ale z upływem czasu ich cechy się zatarły i w XIX wieku były już używane na określenie jednej istoty8. Postać upiora-wampira, pod różnymi nazwami przyjęta była głównie w Lubelskiem, Małopolsce, Podlasiu i południowo- wschodnim Mazowszu. Znamienne, że właśnie słowo upiór w religii dawnych Słowian oznaczało wampira, w XIX wieku natomiast były to duchy zmarłych pokutujących na ziemi. A to strzygoń posiadał cechy właściwe pogańskim upiorom. Przez słowa wampir zaś rozumiano zboczeńca- dusiciela lub nieokreślonego potwora9.

Z kronik wczesnośredniowiecznych wynika, że wiara w straszące i pokutujące duchy była wśród Słowian bardzo silna. Jak podaje czeski kronikarz Kosmas, na rozdrożach stawiano specjalne budynki w których dusze mogły odpoczywać. Natomiast według Nestora stawiano w tychże miejscach słupy z urnami w których znajdowały się prochy zmarłych. Na podstawie tego można wyciągnąć wnioski, że w czasach pogańskich palono ciała, aby nie mogły powrócić do życia jako upiory10. Przykłady obrządku ciałopalnego znane są na terenach Polski m.in. z Sandomierskiego, Podkarpacia, Lubelskiego np. Lipsko w powiecie zamojskim11. Oddawano im z też cześć przez modlitwy, ofiary i uczty zaduszne, czyli stypę, ze staropolskiego strawę12. Wiara ta był na tyle mocno zakorzeniona, że jeszcze w wieku XV i XIX istniała mimo walki jaką wytoczył jej Kościół. Osłabiło to przesądy słowiańskie co prawda lecz te podania których nie dało się wykorzenić, przekształcono. Dlatego też przyjęło się, że te dusze, które wracają na ziemię zostały potępione przez Boga i muszą odpokutować złe uczynki.

Demony były to „mityczne istoty człekokształtne ( wyjątkowo zoomorficzne, lecz w takim wypadku wyraźnie wywodzące się od duszy człowieka i ukazujące się m. in. w ludzkiej lub częściowo ludzkiej postaci )”13. W starożytnej Grecji „daimonion” był bóstwem osobistym, jakby aniołem stróżem14. Słowianie czcili nie tylko bóstwa ale i demony, które można podzielić na pół demony, czyli stworzenia związane z konkretnymi osobami, demony domowe, zmarłych gwałtowną śmiercią, demony doli, chorób, śmierci i zła. Do istot pół demonicznych zaliczany był upiór oraz zmora. Był to duch zmarłego człowieka lub też żywy trup, co wskazuje na egzystencję na pograniczu śmierci i życia. Jest to zatem istota zawieszona między światami15. Ci, którzy umarli i nie umarli, czyli tacy, którzy zmarli bez oprawienia odpowiednich rytuałów oraz bez pochówku są poza życiem ale nie w stanie śmierci ponieważ nie należą już do świata żywych, a jeszcze do krainy umarłych, były pół demonami zawieszonymi w stanie pośrednim16. Można by rzec, że były łącznikami. Każda postać demoniczna składała się z zespołów wierzeniowych, motywów, gdzie jeden z nich wysuwał się nad inne. W przypadku wampirów było to wysysanie krwi z ludzi śpiących. Krew była bowiem siedliskiem życia i ulubionym pokarmem duchów i zmarłych17. Demony nieraz występowały grupowo, były przy tym pozbawione imion własnych i indywidualnych cech.

Religia chrześcijańska wszystkie istoty nadprzyrodzone, nie pochodzące od Boga określała mianem demonów, natomiast w literaturze słowiańskiej odpowiednikiem słowa demon było bies. Były to demony szkodzące ludziom, istniały oprócz nich takie, które tego nie robiły i posiadały status bogów. Ważne jest to, że te biesy pochodziły z dusz ludzkich zmarłych nieszczęśliwą śmiercią, otrzymywały zazwyczaj specjalne nazwy, w tym przypadku „upiry”. Były dwa rodzaje zmarłych, rodzice, czyli poważani przodkowie, zmarli ze starości oraz tzw. założeni, zmarli tragiczną, nagłą śmiercią, którzy byli w pogardzie. Przychodzili oni nękać żywych, dlatego składano im ofiary18. „[Ofiary składa] lud słowiański [...] upiorom [...] nawom zmarłym kąpiel przygotowują”19. Zatem według pierwotnych słowiańskich wyobrażeń upiór był to złowrogi duch człowieka zaś jak napisał B. Trentowski, strzygi były to istoty demoniczne powstałe z dusz dzieci z nieprawego łoża. Przybierały formy błędnych ogni i ukazywały się nocą na terenach podmokłych20. Upiory w przeciwieństwie do strzyg łączyły się w grupy, a ich ugryzienie powodowało przemianę ofiary w to stworzenie.

Ciekawe było zjawisko czerwonych pochówków. Zmarłych, aby nie powracali gnębić żywych posypywano czerwona ochrą lub zaopatrywano w czerwone chusty. Stwierdzono, iż na tych terenach gdzie występowały owe pochówki, trwałe były wierzenia w wampiry. I tak jeśli w czasach przedchrześcijańskich obsypywano ciała ochrą na danym terenie, tam do dziś dzień istnieją przesądy związane z wiarą w te istoty, tj. Turcja, Serbia, Rosja, wschodnia Słowiańszczyzna21. Interesująca jest również informacja jakoby u słowiańskich dwuduszników, jedna dusza zewnętrzna mogła opuszczać na jakiś czas ciało. Wtedy dusza- sobowtór podczas snu przyjmuje postać ludzka lub zwierzęcą, a po śmierci żyje tak długo jak ciało nie rozpadnie się w proch.

Z wampirem utożsamiana była zmora, określana jako koszmar wampiryczny, który dusi podczas snu, sprawiając trudności w oddychaniu. Pierwotnie „Smarra”, czyli imię złego ducha, któremu starożytni przypisywali zjawisko koszmaru22. Szczególne znaczenie dla tych istot miało światło księżyca. Dlatego też zwracano dużą uwagę na to, aby wszelkie szczeliny w grobie były zasypane. To właśnie promienie księżyca budziły wampira do życia. Odwracano też z tego powodu trumnę do góry nogami. Oczywiście czas solarny był wrogiem dla tych istot. Wierzono, że powinno się chować zmarłych przed południem ponieważ im bliżej zmierzchu tym nieboszczykowi trudniej było odejść w zaświaty23. Na terenie Wielkopolski, jak również w całej Polsce wierzono, że dusza po śmierci krąży wokół swojego ciała dopóki nie jest pochowane. W drodze na cmentarz idzie zaś po prawej stronie wozu, strasząc w ten sposób konia, który wyczuwał jej obecność24. Ważne też było, aby zachować wodę, która był obmywany zmarły ponieważ w czasie przewozu trumny z nieboszczykiem na cmentarz, kobieta, która myła ciało musiała wylewać ją za konduktem. Wierzono bowiem, że przez tak powstałą kałużę zmarłemu będzie trudniej powrócić25. Jeśli chodzi zaś o samą trumnę pełniła dwojaką funkcję. Z jednej strony chroniła ciało od zewnętrznych wpływów, z drugiej zaś stanowiła skrzętne zamknięcie, co miało zapobiec powrotom zmarłego26. Również jako środek zapobiegawczy stosowano trzykrotne rzucenie ziemi na trumnę27 ponieważ to miało mu zapewnić wieczny odpoczynek. Ważne było, aby zmarły opuścił domostwo nogami do przodu, w przeciwnym razie mógł się zapatrzyć na nie i zapałać chęcią powrotu28.

Wyobrażenie wampira funkcjonowało na terenie Polski w XIX wieku pod mianem upiora-strzygonia29. Lud nie znał słowa wampir ale właśnie jego łaciński odpowiednik strzygę. Nazwa wskazuje, że zabobon ten powstał już w starożytnym Rzymie, gdzie „strix” oznaczało ptaka grobowego wieszczącego nieszczęście30. Na terenie województwa lubelskiego w tym czasie upiór, a właściwie „wąpierz” był to człowiek umarły, który został skazany na wieczne potępienie31. Przy czym postać upiora mogła być rozumiana na dwa sposoby. Mógł to być duch zmarłego człowieka lub trup ożywiony przez złego ducha, który razem z dobrym zamieszkiwał to ciało za życia. Do życia mógł powrócić o północy; błądził po ziemi napastując żyjących.

Wśród włościan byli ludzie znający się na rozpoznawaniu tego, który z sąsiadów będzie upiorem. Ów człowiek według nich ma dziki wzrok, twarz zawsze czerwoną, szyderczy i złośliwy uśmiech oraz ogromna postać32. Z kolei na terenie Małopolski strzygonia nazywano w wyższych sferach upiorem. Wierzono, iż zostawał nim człowiek, który w nocy lunatykował, a za życia miał bladą twarz33, więc zupełnie inaczej niż w lubelskim. Próbował to rzecz jasna zataić. Dlatego też dopiero po jego śmierci wychodziło na jaw, jeśli zaczynał wykazywać złowrogą działalność, że jest on upiorem. Temat związany z upiorem-strzygoniem był poruszany w literaturze przez wielu pisarzy. Swoje zdanie na ich temat wyraził m. in. Chmielowski w „Nowych Atenach”. Upiorami miały być czarownice, które za pomocą diabła, tknęły złego ducha w zmarłych, będących nieraz już w rozkładzie, co skutkowało roznoszeniem chorób i zarazy34.

Według przesądów ludowych osoba, która stawała się po śmierci strzygoniem miała w sobie dwa duchy, dobrego i złego. Jeżeli jednak owy człowiek przystąpił do bierzmowania, nie groziło mu przeistoczenie się w to stworzenie ponieważ drugi duch był wtedy chrzczony i opuszczał ciało. Wśród ludzi okresu XIX wieku panowało przekonanie, iż Kościół ustanowił owy sakrament po to by nikt nie przemienił się w demona. Powiadano jednak, że są osoby, którym diabeł nie pozwolił na bierzmowanie, wobec czego po śmierci dobry duch spoczywał wraz z ciałem, a zły rozsiewał strach i zamęt na świecie dopóki ktoś nie podjął kroków by temu zaradzić35. Działo się tak ponieważ nieochrzczony zły duch nie mógł umrzeć i rozstać się ze światem, przez co zmuszał ciało do powstawania z grobu by dręczyć żywych. Często pociągał ich za sobą do świata potępionych36.

W krakowskim utrzymywano, że już za życia można poznać czy dana osoba stanie się strzygoniem, o czym było już wspomniane wyżej. Poszerzając te informacje napisać należy, że człowiek naznaczony był takim fatum, jeśli miał na plecach mały siny znak lub kiedy miał podwójne zęby37. Przytoczyć tu można zdarzenie, które miało miejsce w 1830 roku w Tomicach. Na balu pułkownikowej krewny właściciela wsi nagle zmarł. Przy przebieraniu go w strój żałobny zauważono, że nieboszczyk ma siny znak na plecach, podwójne zęby oraz krew pod wielkim pazurami. W rękę wkładano mu krucyfiks i zaciskano lecz ta ciągle się otwierała. W związku z wyraźnymi oznakami wskazującymi na to, że ma się do czynienia z istotą nadnaturalną nikt nie chciał przy ciele spędzić nocy czuwając. Znalazł się tylko jeden śmiałek, a był nim ogrodnik, człowiek nie wierzący w tego typu historie. Zamknięto go więc ze zwłokami. Kiedy wybiła północ ręce nieboszczyka rozkrzyżowały się i podniosły. Widząc to ogrodnik zemdlał, a sześc tygodni potem zmarł38. Na to kto zostawał po śmierci upiorem było co najmniej kilkanaście hipotez. Do grona pechowców zaliczano ludzi z dwiema duszami lub dwoma sercami, a także ludzi zmarłych tragiczną śmiercią i samobójców. Z 500 opowiadań z XIX wieku wynikało, że 8,4%-byli to zmarli nienaturalna śmiercią i 8,6%-to samobójcy, aż 18% to nieochrzczeni39. Następne miejsca zajmują ludzie chytrzy, skąpi, źli i okrutni. Dopiero po nich na tym piedestale stali niebierzmowani, niewierzący i ci, którzy nie mogli długo umrzeć. Na końcu tej kolejki stały czarownice, magowie, znachorzy, a także owczarze40. Strzygoniem po śmierci stawał się również człowiek, który urodził się z zębami lub miał dwa rzędy zębów41, aby posądzić o to wystarczyło niekiedy zgrubienie dziąseł u dziecka. Przez co zdarzały się przypadki, że ludzie ze wsi będąc u stomatologa usuwali zęby, które były wypchnięte do tyłu, gdyż obawiali się posądzenia o bycie kandydatem na upiora42. Na Kujawach z kolei upiorem miał być człowiek, który urodził się w czepku. Nie ulegał rozkładowi, a zębami gryzł własne ciało. Na tym terenie uważano też, że był to człowiek o delikatnej skórze43. Na Kaszubach przeklęte miało być dziecko, które urodziło się w czepku, w sobotę albo w czasie świąt Bożego Narodzenia. Zarówno tu, jak i w innych regionach, ów czepek należało spalić, a popiół z niego wraz z mlekiem dać maleństwu do wypicia. Miało to ochronić je przed byciem po śmierci upiorem44.

Jeśli zaś chodzi o ludzi naznaczonych wampiryzmem przez swój wygląd, którym odróżniali się od innych, to często było to spowodowane przez stany chorobowe. W ten sposób można wytłumaczyć owy siny znak, czy też sine ciało. I tak los pośmiertny człowieka, który był chory na serce będąc z tego powodu sinym na twarzy oraz wydając charakterystyczne rzężenie, był przesądzony45. Do wcześniej już wspomnianych znaków dzięki którym można było rozpoznać za życia danej osoby, czy będzie upiorem, dodać należy cechy fizyczne takie jak zrośnięte brwi, dużą głowę lub nadmierne owłosienie ciała. Wszystkie wyżej wymienione przyczyny dla których niektórzy byli skazani na posądzenie o bycie po śmierci upiorem są potwierdzone słowami ludzi ówczesnej epoki. Mówiono m.in., że człowiek taki miał za życia do czynienia z duchami i posiadał nieproporcjonalną budowę ciała. Nie obawiano się, gdy zmarły miał twarz woskową bo oznaczało to, że dostąpił łaski zbawienia. W innym przypadku nieboszczyk skazany był na potępienie. Szerokim kręgiem odbiło się powiedzenie „czerwony jak upiór”, gdyż właśnie rumiane policzki wliczały danego człowieka do grona pół demonów46. Z kolei ludzie z dwoma sercami nocami lunatykowali chodząc po płotach i dachach. Ten kto posiadał dwie dusze miał podobno mieć dwa koguciki z włosów na głowie47. Uważano, że jeśli miały urodzić się bliźniaki, a urodziło się tylko jedno dziecko, miało ono zostać upiorem. Tłumaczono zapewne to w ten sposób, że dusza nienarodzonej istoty zamieszkała w ciele swojego brata lub siostry. W związku z tym przy chrzcie należało dopilnować, aby ciało dziecka skropiła woda święcona, w przeciwnym razie chrzest był nie ważny, a dziecko wyrosłoby na upiora48.

Oprócz chrztu ważne oczywiście było też potem bierzmowanie, uznawane w takich przypadkach za chrzest drugiego ducha. Mimo to zdarzało się, że w podobnych sytuacjach rodzice nalegali na drugi chrzest zaraz po pierwszym. W drugiej połowie XIX wieku w pewnej wsi matka zauważyła, że jej mały synek ma dwa serca, jako że został mu już udzielony pierwszy sakrament, aby przyjął go ponownie udała się do innej wsi. Gdy dorósł unikano go jednak. Wyprowadził się więc do Warszawy, gdzie po kilku latach zmarł. We wsi z której pochodził powiadano wtedy, że straszy on po nocach w okolicy49. W latach 30 XIX wieku na Podgórzu zmarła pewna bogata wdowa. Po jej śmierci na okolice zaczęły spadać klęski nieurodzaju. Doszli więc ludzie do wniosku, że miała ona dwie dusze i jedna z nich gnębiła wioskę. Ponoć wychodziła co noc z grobu pod postacią norki. Postanowiono więc uciąć zwłokom głowę i położyć między nogami denatki, co uczyniono w obecności miejscowego proboszcza50. Jak więc widać informacje dotyczące dwuduszników i osób z dwoma sercami były znane na szerokim obszarze geograficznym.

Zauważyć należy, że dla sił nadprzyrodzonych w kwestii kto miał lub mógł zostać wampirem, nie było granic ani etnicznych, wiekowych, czy też religijnych. Mógł zostać upiorem zarówno katolik, prawosławny jak i protestant, a także wieśniak lub hrabia, czy też owczarz albo ksiądz. Status społeczny również nie stał na przeszkodzie. Opowieści o tych istotach powstawały w wyniku plotek rozpuszczanych przez bardziej pomysłowych gospodarzy. Posłużę się tu przykładem, który zobrazuje sytuację. Mianowicie pewnemu gospodarzowi zdarzyło się, że wracając do domu wozem nocą, koń jego potknął się i zdarł kolano. Rozpuszczał on potem plotki, że gdy przejeżdżał koło cmentarza dosiadł się do niego upiór, który był księdzem za życia, i dlatego zwierzę z wysiłku się przewróciło51. Upiorami straszącymi w nocy stawali się też samobójcy. Gdy znano tożsamość takiego osobnika, odkopywano grób i odwracano nieboszczyka na drugą stronę, żeby odzyskał spokój i nie nękał już ludzi. Nazywano go niekiedy „wypiórem”. Miał nim zostawać człowiek, który posiadał dwa serca. Jedno biło za życia, a drugie zaczynało po śmierci. Czy ktoś nim był można było poznać po tym czy miał długie, gęste włosy pod pachami52. Cechy przypisywane ciału strzygonia, takie jak świeży wygląd, czy opuchnięcie mają wytłumaczenie w medycynie. Lecz lud nieświadomy, z niewiedzy temu co nieznane i obce przypisywał treści, które miały tłumaczyć owe zjawisko w sposób zrozumiały dla chłopa.

Jego członki po śmierci nie tężeją jak u innych zmarłych, oczy są otwarte, źrenice patrzą, a twarz jest rumiana53. Wierzono, że postać upiora jest znacznie większa niż był sam zmarły za życia, wiązało się to z wiarą, iż demony miały zdolność zmiany swoich rozmiarów. Ponadto posiadał nadludzką siłę. Po wyjściu z mogiły zwracać miał oczy na wschód, dmuchać ze złością, wtedy to z jego ust miały się wydobywać kłęby ognia piekielnego. Stwory te atakowały przeważnie ludzi dawniej im bliskich lub też wybranego pechowca, który stanął im na drodze i dręczyły dotąd dokąd ten nie umarł. Zdarzało się, że nawiedzał i sprowadzał nieszczęścia na całą okolicę. Jeśli atakował pojedynczego człowieka, a ten był silny miał szansę pokonać upiora w momencie, gdy kogut zapiał o świcie. Wtedy padał trupem lub zamieniał się w smołę, wydając przy tym jęki54. W Wielkopolsce wampir nękał ludzi wszędzie tam, gdzie docierały dźwięki dzwonów kościelnych55.

Upiór najczęściej opuszczał grób pod własną postacią, w ubraniu w którym został pochowany, przy czym plecy miał czarne lub w ogóle ich nie miał. Rzadziej wychodził z grobu pod postacią cienia lub istoty niewidzialnej roztaczając wokół siebie zimno oraz cmentarny zapach, wszystkiemu temu towarzyszyły odgłosy chrzęszczących kości56. Często wierzono, że upiory wychodziły straszyć i szkodzić w pełni księżyca lub na nowiu. Pojawiały się przeważnie o północy gdyż była to jedna z chwil przejścia czyli przeistoczenia w istotę demoniczną. Wychodziły podczas „godziny duchów”, był to czas między 23, a 1 w nocy57. Z 330 relacji, aż w 128 czyli 38,8% demony pojawiały się właśnie o północy58. Jeśli zaś chodzi o dzień był to zazwyczaj piątek albo też dzień w którym zmarł owy człowiek, w rocznicę śmierci. Podobnie było na Kujawach, gdzie w rocznicę śmierci upiór opuszczał grób, wchodził na wieżę kościelną i bił w dzwony59. Oprócz tego okresu, nawiedzania przez strzygonia można było się spodziewać, gdy wiał mocny wiatr, było pochmurno lub gdy ktoś z okolicy się powiesił, dodać należy jeszcze do tej listy żydowskie święta60. J. Bogdanowicz napisał, że upiór wychodząc w księżycową noc wzbijał się w powietrze lub szedł tyłem jak rak. Dwoistość duszy sprawiała mu cierpienie przez co pałał nienawiścią do wszystkiego. Nie bał się symboli religijnych i wody święconej61.

„Wampierza” można było przyzwać dźwiękami piszczałki wykonanej z wierzby, z której odstawała kora, a samo drzewo rosło w głębokim lesie, gdzie nie docierało pianie koguta. Materiał na owy instrument należało wyciąć nowym nożem, który wcześniej nie był do niczego używany. Kiedy już na takiej się zagrało przy cmentarzu o wpół do 24 upiory powstawały ze swoich mogił. Mógł on oczywiście podnieść się z grobu bez dźwięku piszczałki, a na żądanie krewnego lub przyjaciela. Mimo iż są wtedy łagodniejsze, potrafią szkodzić i osobę przywołującą doprowadzić do zguby lub obłędu62.

Na terenie Lubelskiego strzyga jest to rodzaj upiora, którego tożsamość pozostawała zagadką dla wszystkich. Była bardzo szkodliwa ponieważ trudno ją zobaczyć i usłyszeć, przez co ciężko było przedsięwziąć skuteczne środki działania. Wstawała o północy, potrafiła bezcześcić ołtarze i obrazy świętych w kościele, łamała, gryzła i psuła świece. Niektórzy twierdzili, że przybierała postać małej myszy, która cięła i psuła ubrania, wciskała się na złość między suknię, a bieliznę. Nazywano je złym duchem lub upiorem63. Już od XVII wieku na terenie wschodniej Europy straszono nimi dzieci64. Ponieważ, jak podaje Ł. Gołębiowski strzyga oprócz zwykle jej przypisywanych psot, szkodziła matką w ciąży lub podmieniała dzieci65, wchodziła ona w kompetencje nocnicy. Według przesądów ludowych strzygą był upiór zajmujący się jednak głównie niszczeniem ołtarzy. Strzygonia można było poznać po tym, że za życia podobnie jak upiór był blady i miał sine znaki na ciele. Na Żywiecczyźnie „strziga” był to demon żeński, który dręczył tylko mężczyzn podczas snu ssąc im piersi. Ale mogła pod tym słowem mogła się też kryć czarownica z okolic Spiszu, która odbierała krowom mleko66. Ciekawe jest, że już jej męski odpowiednik „strzigoń” w Żywcu była to druga dusza człowieka żyjącego, która opuszczała ciało by dręczyć ludzi. Posiadał więc wyraźne cechy zmory z innych terenów67. Według klechd krakowskich i mazowieckich mogła być strzyga, również „striga”, „stryga”, „strzyżka”, „strziga”, „upierzyca”, demonem powietrza powstałym z duszy umarłych niemowląt, którym wyrastały sowie skrzydła. Siedząc na dachu domu i kwiląc, zwiastowały śmierć jednemu z domowników. Strzygą mogło się stać tez dziecko, które na chrzcie otrzymał tylko jedno imię lub jeśli nie było karmione piersią przez matkę68. Dla porównania na terenie Wielkopolski strzyga była tą, która kradła i pożerała dzieci, nazywana ją w tym regionie Jędzą. Ciekawe jest, że na Śląsku „strzyga-strzyżka” był to demon przecinający nożycami nić ludzkiego życia lub też upiór niszczący ludziom odzienie69. Po śmierci hipotetycznego strzygonia natomiast charakterystyczna była wiotkość ciała, czerwone paznokcie, brak włosów pod pachami i kroczu, co był znamienne dla tych istot w Małopolsce70. Oprócz tych cech posiadał jeden bok ciepły ponieważ żył w nim zły duch, który pozwalał wychodzić mu na świat. Bił od niego chłód, a chodząc po nocach z zamkniętymi oczami w milczeniu obgryzał świece. Musiał jednak wcześniej zdjąć z siebie koszule w której był pochowany. Ważne było, aby ją z powrotem nałożył przed pierwszym pianiem koguta, by nie zamienić się w smołę71. Podobnie więc jak na terenie Lubelszczyzny istotną rolę grała określona pora nocy o której strzyga bądź upiór musiał znaleźć się z powrotem w swoim grobie.

Mimo to napadały one również na domy wypijając krew z osób śpiących, czym przyprawiały je o śmierć. Mogły ssać krew bliskich przez ssanie własnego palca lub kawałka szaty w której były pochowane. Było to możliwe przez tzw. magię sympatetyczną, zaatakowani w ten sposób z dnia na dzień słabli, tracąc siły witalne w ciągu roku umierali72. Widać tu więc wyraźnie, że oprócz głównych zajęć im przypisywanych potrafiły również atakować jak upiór. Działo się tak, według wierzeń z omawianych terenów, ponieważ, aby przetrwać musiały polować i wysysać krew. Przy czym mieli to być samotni myśliwi nie przebywający z innymi strzygami bądź strzygoniami. Oprócz żądzy krwi inne nimi nie kierowały zazwyczaj. Jednak wobec osób, które szkodziły im za życia potrafiły być bardzo okrutne. Ważne było, że ukąszenie strzygi w przeciwieństwie do upiora nie zmieniało ofiary w tą że73. Często rozpowszechnianiem takich i podobnych historii zajmowali się grabarze. Twierdzili oni na przykład, że słyszeli głuche grobowe jęki nieboszczyków. Istniał przesąd wedle którego, jeśli mogiła była kopana w miejscu w którym wcześniej spoczywały jakieś kości, a czaszka ze starego przetoczyła się do nowego, z tej rodziny w danym roku ktoś jeszcze umrze. Dlatego też, kiedy natrafiono na stary pochówek, kości przenoszono do kostnicy, czyli miejsca przeznaczonego na składowanie kości. Wcześniej kropiono je wodą święconą74. Oczywiście sytuacje takie miały miejsce, jeśli dany cmentarz był już cały zajęty grobami. Stwór ten błąkał się po świecie, straszył, szkodził, w kościołach dewastował ołtarze, gryzł świece. Po upływie północy powracał do grobu. Cechy wyżej wymienione są zatem wspólne dla województwa lubelskiego i krakowskiego, odmienne tylko w małych kwestiach, co jest w pełni zrozumiałe biorąc pod uwagę rozległość geograficzną, inną kulturę i mentalność ludzi z dwóch różnych obszarów.

Oprócz strzygonia, który w wyraźny sposób szkodzi, istnieje jego dobra odmiana, czyli strzygoń gospodarz. Po śmierci wstaje nocą z grobu, by powrócić do swojego gospodarstwa pomagając w nim. Stawia płoty, młóci w stodole, siecze sieczkę. Przebywa również z żoną, mogąc nawet mieć z nią dzieci. Jednak nim zapieje kogut musiał wrócić do mogiły. Dziecko zrodzone z takiego związku przeważnie było cherlawe, blade i chude, zwykle nie dożywało wieku młodzieńczego75. Znana była również opowieść o kobiecie, która mając najwyraźniej dwie dusze, po śmierci przychodziła karmić swoje dzieci. Nagminna była sytuacja w której stwory te atakowały najbliższe sobie za życia osoby, co skutkowało śmiercią tegoż członka rodziny lub chorobą. Bywało jednak, że ofiary ataków nie ulegały oprawcy. W 1840 roku nieopodal Krakowa chłop zajmujący się sadownictwem zauważył, że z piwnicy znikają zgromadzone tam jabłka. Zaczaił się więc na złodzieja. Kiedy pojawił się strzygoń, sadownik rzucił się na niego, w wyniku czego upiór ustąpił i więcej zbiorów nie podkradał76.

Między człowiekiem, a upiorem mogły zachodzić więc różnorakie relacje. Do pierwszej grupy należały takie, które ani nie szkodziły, ani nie pomagały, przychodziły odwiedzać krewnych i potem znikały. Mamy jeszcze w związku z tym grupy o różnych biegunach. Wierzono zatem, że mogły te stworzenia przyjść z pomocą, o czym była już mowa wyżej, na przykład dając pieniądze, pomagając w gospodarstwie przy wielu rzeczach lub doglądając dzieci. Pozostaje trzeci rodzaj czyli duchy złośliwe, które potrafiły jedynie siać zamęt i zniszczenie. Do ich ulubionych zajęć należało straszenie ludzi, tłuczenie naczyń, dręczenie podróżnych, sprowadzanie na swoją rodzinę i sąsiadów wszelkich nieszczęść77. Charakter poczynań upiora był zależny od tego jakim człowiekiem był za życia. Sądzono mianowicie, że osoba złośliwa będzie i po śmierci prześladować rodzinę i znajomych. Natomiast osoba dobra, spokojna i uczciwa będzie jedynie odwiedzać rodzinę by nacieszyć nią oczy. Spotykamy się również w wierzeniach ludowych z przekonaniem, że duch samobójcy był szkodliwym upiorem zaś duch człowieka posiadającego dwa serca był raczej spokojny. Upiory pokazywały się z bliska lub daleka, czasem wdawały się w kłótnie lub życzliwą rozmowę78.

Dodać należy, iż umiał on zmieniać postaci w zależności od potrzeby, potrafił na przykład przyjąć wygląd dziewczyny by kusić do złego księży. Posiadał także zdolność zmiany swojego rozmiaru. Jeśli chodzi o wygląd upiora, przybieranie przez niego rozmaitych form i postaci, to w 60% przypadków nie różnił się zbytnio od wizerunku człowieka, którym był za życia79. Przypisywanie wyobrażeniom demonicznym cech antropologicznych znajduje potwierdzenie w historiach ponoć przeżytych na własnej skórze. Pewien mieszkaniec Nałęczowa utrzymywał, że w nocy widział jak jego zmarła babcia przyszła do dziadka, a kiedy ten się obudził ona zniknęła80. Oczywiście poza takim podstawowym wyglądem przybierały one postać kościotrupa, istoty, zależnie od regionu, w białej, niebieskiej, czarnej szacie lub też nagiego owłosionego człowieka. Oprócz kształtów antropologicznych przypisywano im również zoomorficzne. Z terenów wschodniej Lubelszczyzny pochodzą liczne przekazy dotyczące powracania zmarłych pod postacią zająca81. Najczęściej był to kot, pies, baran, koń lub ptak. Ale zdarzało się, że zamieniały się w bliżej nieokreślone potwory82. Upiór najczęściej opuszczał grób pod własną postacią, w ubraniu w którym został pochowany, przy czym plecy miał czarne lub w ogóle ich nie miał. Rzadziej wychodził z grobu pod postacią cienia lub istoty niewidzialnej roztaczając wokół siebie zimno oraz cmentarny zapach, wszystkiemu temu towarzyszyły odgłosy chrzęszczących kości83.

Powszechne było przekonanie wśród ludu niektórych wsi tamtego okresu, że strzygonie i upiory przybywały grasować i wysysać krew na tereny polskie z Rosji. Robiły to ponieważ ich krew była zimna i zastygła84. Jeśli we wsi padało ofiarą choroby kilkoro ludzi w tym samym lub przybliżonym czasie, nieszczęście to przypisywano działalności upiora. Tak też było w Wielkopolsce, jeśli miały miejsce liczne zgony w stosunkowo krótkim czasie, przyczyny szukano w przemianie w upiora jednego ze zmarłych. Krążyła tam historia, jakoby w pewnej wsi umierał każdy młodzieniec, który ukończył 24 lata. Odkryto wtedy grób młodego mnicha, który był rumiany na twarzy, a ręce miał obgryzione. Położona mu więc na szyi ostry sierp, a w zęby włożono monetę, aby nie gryzł. Ponoć zgony od tego momentu ustały85. Epidemie wampiryzmu szły w parze z epidemiami zarazy86. Opowiadano, że nawet za dnia potrafiły owe stworzenia zaatakować ludzi pałających gniewem, zamyślonych, roztargnionych oraz tych, którzy nadużywali alkoholu. Za przykład niech posłuży tutaj historia o pewnym chłopie i jego żonie. Mąż lubił bardzo dużo wypić, a potem zjeść wątrobę. Kiedy się zdarzyło, że nie miała dla niego owego przysmaku, musiała iść do rzeźnika kawał drogi. Dlatego też napotkawszy po drodze opuszczony stary dom, w którym stały trzy trumny, a w środkowej zastawszy nieboszczyka wykroiła mu wątrobę. Przyrządziła mężowi i podała do jedzenia. Gdy położyli się już spać przyszedł zmarły, będący upiorem żądając swojej wątroby z powrotem. Małżeństwo tak się przestraszyło, że rozchorowało się i wkrótce zmarło87. Śmierć spowodowana zawałem lub ogólnie nagły zgon był tłumaczony jako napaść i działanie strzygonia, który nie tylko wysysał krew ale i dusił88. Zwracano uwagę na miejsce spoczynku nieboszczyka, jeśli grób się zapadł znaczyło to, że opuścił go. Starano się więc dopilnować, żeby ziemia była dobrze ubita.

Istniało również wiele opowieści jak postępowano ze zmarłymi w przypadku, kiedy posiadał on wyraźne cechy upiora oraz metody jakimi zapobiegano sytuacji powstawania z grobu. Przy czym praktyki te można podzielić na dwie grupy. Pierwszą z nich stanowiły obrządki mające unieszkodliwić upiora, kiedy zaczął się on pojawiać i prześladować dane osoby. Przede wszystkim więc odkopywano grób i przewracano ciało twarzą do ziemi. Jeśli to by nie pomogło odcinano głowę nieboszczykowi89. W 1820 roku na przedmieściach Gdańska na rozdrożu została pochowana kobieta, której odcięto głowę i położono pod pachą90. W innych wypadkach wkładano w usta zmarłego kawałek żelaza lub też przez wywiercony otworek w trumnie wlewano wodę święconą. Pomagało również włożenie pod język karteczki z imieniem denata91. Uciekano się również do mniej radykalnych praktyk, do których należało zamówienie mszy świętej za duszę owego człowieka, stawiano obok domu zmarłego krzyż, a grób posypywano ziarnem maku bądź też prosa, aby wychodząc upiór zaczął zbierać póki go świt nie zastanie. Dzięki czemu nie miałby czasu na nawiedzanie i szkodzenie bliskim92. Wsypywano też mak do trumny, gdyż wierzono w jego nasenne i narkotyczne działanie. Miał przez to kojarzyć się ze śmiercią, snem i wiecznym odpoczynkiem oraz zastąpić mu pokarm. Wampir zjadał jedno ziarenko na rok, i dzięki temu miał pozostawić żywych w spokoju, nie wysysać ich krwi93. Gdy napotkało się upiora na swojej drodze można było rzucić mu w twarz garścią maku, przez co tracił swoją drapieżność94. Również drogę od grobu do domu posypywano makiem, dzięki czemu upiór zajmował się jego zbieraniem aż do świtu.

W momencie kiedy dochodzono do tego, że dana osoba jest demonem, wiązano jej obie ręce z tyłu łykiem od poświęconego ziela, szczególnie dotyczyło to środkowych palców. Często też, aby nie grasował zawiązywano mu oczy95. Wieko zaś wykonywano z osiki, która w tradycji ludowej była drzewem magicznym i podobnie jak lipa miała właściwości oczyszczające z wszelkiego zła. Dlatego też w miejscach przejścia kumulujących złe siły i przyciągające demony np. na rozdrożach dróg sadzono właśnie te drzewa, by zapewniły bezpieczeństwo podróżującym i okolicznym mieszkańcom. Działo się tak dlatego, że np. lipa jeszcze w kulturze słowiańskiej była drzewem życia96. Natomiast w późniejszym okresie zbawienna moc tych drzew wiązać się mogła z przekonaniem, iż pod tymi drzewami odpoczywała Rodzina Święta w czasie ucieczki do Egiptu97. Bywało jednak, że takie środki ostrożności nie pomagały. Wówczas sąsiedzi zmuszali bliskiego krewnego owego upiora, aby udał się z nimi do grobu, wtedy też odkopywano go, a krewny odcinał głowę rydlem, umieszczał ją twarzą do pleców, nogi i ręce związywano owym łyczkiem. Wtedy dopiero we wsi panował pokój bo upiór już nie powstawał i nie szkodził. Zdarzało się również, że przebijano serce straszydła kołkiem osikowym z którego płynęła po tym zabiegu krew, mimo iż ten był od dawna martwy. Oczywiście było to dowodem ssania krwi niewinnych ludzi. Do wyjątkowo odstręczających środków zapobiegawczych o których pisał ks. Bohomolec należało włożenie świńskich odchodów do ust zmarłego. Aby uodpornić się na choroby roznoszone przez te istoty pito ich krew razem z innymi płynami98.

Straszydło przestawało nawiedzać ofiarę, gdy ksiądz odprawił mszę i pokropił dom wodą święconą. Można było oczywiście próbować najpierw własnych sił. Aby strzygoń zniknął i się już nie pokazał należało uderzyć go w twarz lewą dłonią, przy czym trzeba było uważać, aby nie chuchnął on w usta bo mogło to spowodować śmierć99. Przeważnie, kiedy rodzina zmarłego rozpoznawała w nim owe cechy, nie wystawiała ciała na widok dla sąsiadów. Wkładano w usta nieboszczyka krzemień ze słowami „chodź ziemią a nie strasz nikogo”100. Po czym pisano na czole Jezus, oczy zawiązywano chusteczką, ciało przewracano w trumnie plecami do góry. Następnie uderzano w tylną cześć ciała, zwykle plecy, mocno łopatą. Wszystko to miało zapobiec straszeniu i szkodzeniu przez strzygonia. Na potwierdzenie prawdziwości takiego stanu rzeczy opowiadano różne historie o tej tematyce. Za przykład niech posłuży opowieść o Hadramachu ze wsi Toniach. Spotkał pewnego razu chłop ów no swojej drodze strzygonia, który chciał mu chuchnąć w usta. Zaczęła się bijatyka, w końcu wyczerpany Hadramach zaproponował przeciwnikowi kawałek kiełbasy, jedli ją obaj po drodze. Gdy doszli do chałupy, chłop lewicą mu odwinął w twarz, dzięki czemu straszydło wróciło skąd przyszło101.

Jeśli człowiek umarł, a był upiorem-strzygoniem to przychodził trzeciego dnia po swoim pogrzebie do domu. Należało wtedy postawić na stole szklankę z czystą wodą ze studni, nakryć ją nową, czystą, wyprasowaną, białą szmatką, wcześniej nie używaną. Duch w nocy miał się nią obmyć i odejść102. Upiorami straszącymi w nocy stawali się też samobójcy, zwłaszcza tacy którzy się powiesili103. Gdy znano tożsamość takiego osobnika, odkopywano grób i odwracano nieboszczyka na drugą stronę, żeby odzyskał spokój i nie nękał już ludzi. Jeśli człowiek się powiesił, aby nie powracał do grobu wkładano mu kawałek drzewa na którym to zrobił i sznur. W przypadku nie dopełnienia tych czynności upiór taki powracał co noc, pukając do okna, aby dano mu drzewa104. Powszechnie wierzono, że ruch szczęk zmarłego powoduje zgony, dlatego starano się ją unieruchomić. W tym celu wkładano do gardła lub pod nie kamień, grudkę ziemi, kawałek drzewa osikowego z wyrytymi trzema krzyżami, obwiązywano również gardła chustami105. By zapobiec wychodzeniu z mogiły, posądzonych o to, że mogą być „wampierzami” grzebano na rozstaju dróg, na grobie układano kupy głazów. Kaleczono pięty, podcinano ścięgna pod kolanami, aby nie mógł wyjść z grobu. Dowodem na stosowanie przeróżnych praktyk tego typu, łącznie z przebijaniem głowy gwoźdźmi, nie tylko na terenie Małopolski i Lubelszczyzny ale na terenie całej Polski, może być wykopana przy drodze z Piotrkowa do Byków w 1870 roku czaszka przebita gwoździem. Wbijano go przeważnie od czoła lub ciemienia w głąb. Bywało też, że wbijano nieboszczykowi ciernie pod język, by nie ssał krwi lub za paznokcie i w brzuch106.

Prowadzi to wszystko do wniosku, iż upiór był to duch człowieka zmuszony do pozostania z pewnych względów na ziemi, w swojej cielesnej powłoce lub też samoistnie pozbawiony takowej. Z pewnością miała na to wpływ religia chrześcijańska wedle której dusza człowieka miała pokutować za grzechy popełnione za życia. Jednak obok tak pojmowanego błędnego ducha istniała jeszcze wśród ludu koncepcja klasycznego upiora107. O tym, że wiara w te stworzenia była szeroko rozpowszechniona świadczą również nazwy miejscowości zapożyczone od nazewnictwa wampirów. I tak mamy Wąpiersk, Wąpierz, Strzygi, Upiry i Upirów108.

Można było przedsięwziąć środki zapobiegawcze ujawnieniu się strzygi. Wkładano zatem do trumny ulubione przedmioty zmarłego, święcono ciało w czasie pogrzebu, a także mieszkanie po pogrzebie. Wóz którym wieziono ciało z trumną przewracano. Wyraźnie widać, że część tych obrzędów była ściśle związana z wiarą katolicką i tradycjami dotyczącymi samego pogrzebu w religii chrześcijańskiej109. Istniało poza tym przekonanie wśród ludzi, że liczba strzygoni zmniejszyła się znacznie, kiedy rozpowszechniło się bierzmowanie. Wcześniej powszechnie uważano, że występowała znaczna ich ilość110. Z czasem wiara w tradycyjnego wampira została wyparta przez utożsamienie upiora z duszą pokutującą, właśnie za sprawą katolicyzmu111. Na boczny tor zeszły wyobrażenia o nadnaturalnych zdolnościach i niezwykłym wyglądzie, nie wspominając już o wysysaniu przez te istoty krwi. Miejsce swoje znalazł za to wampir w literaturze i kinematografii.

Cechy przypisywane ciału strzygonia, takie jak świeży wygląd, czy opuchnięcie mają wytłumaczenie w medycynie. Lecz lud nieświadomy, z niewiedzy temu co nieznane i obce przypisywał treści, które miały tłumaczyć owe zjawisko w sposób zrozumiały dla chłopa112. Wiara w takie zabobony doprowadzała niejednokrotnie do profanacji grobu i okaleczenia zwłok bądź zastosowania pewnych środków ostrożności np. włożenia do trumny noża i wiązki cierni. Sposoby obrony przed nimi sięgały nawet średniowiecza na terenie Polski. Należało zatem rozkopać grób, a serce nieboszczyka przebić osinowym kołkiem lub kolcem od brony. Zdarzały się też przypadki przebicia głowy gwoździem. Jednak w przeciwieństwie do Rumuni i Węgier w Polsce zwyczaje takie zastępowane były raczej przez odwrócenie nieboszczyka twarzą do ziemi. Do znanych sposobów należało również zakopywanie cierni w grobie, wtykano kawałek żelaza ostrzem do dołu po to by „łupior” wychodząc pokaleczył stopy lub się nadział np. na nóż. Do dawno używanych rozwiązań zaliczało się obcięcie głowy i położenie między nogami umarlaka, by ten nie mógł jej pochwycić113. Co ważniejsze takie pochówki odnajdowano. W Wielkopolsce w 1896 roku toczył się proces pewnego owczarza, który faktycznie naruszył w ten sposób mogiłę w Kaliszu114.

Jego odmianą była postać demoniczna nazywana wieszcz lub wieszczy, który zapowiadał nadchodzącą śmierć. Za życia odznaczał się takimi samymi cechami, jak domniemany upiór115. Najczęściej myślano, że kiedy w nocy dzwoniły dzwony w kościele była to właśnie jego sprawka. Ten z grona bliskich zmarłemu, który to usłyszał w niedługim czasie miał umrzeć. Obrona przed nim była identyczna jak przed tradycyjnym wyobrażeniem strzygonia. Były więc przypadki, że w trumnach leżały kości zmarłych np. z sierpami na szyi116. Wierzono również, że umierali ci, którzy usłyszeli swoje imię wykrzykiwane przez wieszcza na dzwonnicy. Jeśli był on wyjątkowo potężny potrafił wzrokiem zabić swojego rówieśnika. W opinii ludu wychodziły te stworzenia z grobów pod wpływem światła księżyca.

Powszechny był pogląd, że przestrzeganie przykazań kościelnych w życiu codziennym zaowocowało mniej licznymi przypadkami pojawiania się strzyg. Wiara w upiory była piętnowana przez władze kościelne. W południowej Małopolsce opowiadano historie, które miały za zadanie ośmieszyć wiarę w te stworzenia. I tak pewien człowiek zapadłszy w letarg został uznany za zmarłego i położony w trumnie. Gdy się obudził i próbował wstać stwierdzono, że jest to strzygoń więc go uśmiercono i zastosowano środki ostrożności na przyszłość. Od tamtej pory chłop już się nie ruszał i nie próbował wydostać się z grobu117. Opowiadania takie miały na celu wykorzenienie wiary w upiory. Szeroko rozpowszechnione było, iż Kościół uznawał ludowe wierzenia o charakterze demonologicznym za takie, które miały podłoże diabelskie. To właśnie nauka kościelna o diabłach i ich związkach z ludźmi przyczyniła się do utwierdzenia reliktów przeszłości, przy okazji zniekształcając je. Lud więc dzielił je na dwie kategorie. Były diabły piekielne, których istnienie potwierdzała nauka Kościoła oraz diabły ziemskie, istoty demoniczne, które stanowią jeszcze przeżytek pogańskich wierzeń118. Obok stanowisk uznających przesądy ludowe, mamy też takie, które starały się toczyć walkę z zabobonami. Na nim stanął ks. J. Bohomolec, w dziele „Diabeł w swojej postaci z okazyi i pytania, jeśli są upiory” jasno wykazywał, że wierzenia ludu związane są z niewiedzą ludzi. Przypisywali oni zjawiskom lub dolegliwością o których nic nie wiedzieli, a które posiadały logiczne i medyczne wytłumaczenie, charakter nadzmysłowy i demoniczny. Z jego przekazu dowiadujemy się, że upiory według przekonań ludzi były to zwłoki powstające z grobów, nachodziły żyjących, dusząc i wysysając z nich krew, a także niszczyły świece na ołtarzach119.

Upowszechnienie się wiary w demony i pół demony tkwiła w przywarach i obyczajowości ludu polskiego „skłonność do pijaństwa, lenistwo[...] zabobonność i mściwość”120. Wśród mieszkańców wsi zabobony i przesądy stanowiły jakby część religii. Z pokolenia na pokolenie były przekazywane informacje o sposobach radzenia sobie z siłami nadprzyrodzonymi. Wszystko to miała kształt nauki moralnej, a wynikało to z łatwowierności, braku oświecenia i bogatej wyobraźni. Działaniom upiorów ale też zmór przypisywano bóle skóry, łamanie w kościach, znamiona na skórze oraz wszelkie stany chorobowe. Te praktyki, nawyki i środki zaradcze, a więc szeroko pojęte relikty wierzeń demonologicznych obecne były wśród nich od wieków121. Co prawda ta wiara w magiczną moc odnosi się do wcześniejszych czasów ale w XIX wieku była na wsi nadal żywa na terenie praktycznie całej Polski, w lubelskim „Przesądy, zabobony, gusła, wiara w uroki, czary, opętania , są tu w używaniu, podobnież, jak gdzieindziej”122. Również „[...] Krakowiacy nie przestają wierzyć w okazywanie się diabłów, upiory, czary, uroki [...]”123.

Do upowszechnienia się opowiadań związanych z tymi istotami przyczyniła się literatura jarmarczna. Widoczne to było zwłaszcza w warstwie ludowo plebejskiej. Częste było zjawisko opowiadania o upiorach i wydarzeniach dotyczących ich odnoszących się do danej wsi, przy czym w tejże wsi o niczym takim nie słyszano, aby się wydarzyło. Tak też było we wsi Trembowla. Przekazywano tam sobie z ust do ust, że w miasteczku kilkanaście kilometrów stamtąd upiór w nocy powypuszczał z obory wszelką zwierzynę, wcześniej potargawszy jej grzywy, ogony i sierść. Oczywiście w tejże wsi nikt o tym wydarzeniu nie wiedział. Za to chodziły tam słuchy, że w Trembowli upiór nawiedziwszy kmiecia w porze kolacji, powytrącał wszystkim łyżki i zjadł całe jedzenie, które było w domostwie. Podobnych historii mnożyło się wiele. To opowiadano, że strzyga wyssała krew ze wszystkich domowników, to krążyły plotki, że chadzały te istoty całymi chmarami po drogach ze wsi do wsi. Nikt jednak ich nie napotykał124. Przez takie zabobony ludzie ulegali paranoi, to też nie dziwił fakt, że księża w niektórych parafiach nakazywali rozkopywać groby posądzonych o te złośliwe harce i stosować przewidziane na taką okoliczność specjalne środki. Popiół z palonych serc lub całych ciał natomiast sprzedawano jako lekarstwo na zarazę przez te trupy rzekomo wywołaną. W Chełmskim odnotowano przypadek w którym na wsi zmarli rodzice czworga dzieci. Zamieszkał z nimi opiekun wyznaczony w testamencie. Zaczął ten dom nawiedzać duch matki. Dzieci były tak przerażone, że nie chciały tam mieszkać. Poradzono się proboszcza, ten jednak stwierdził, że to tylko zabobony lub wytwór ich imaginacji. Później okazało się, że to owy opiekun przebierał się w szaty zmarłej matki by majątek pozostawiony przez rodziców sierot przypadł tylko jemu125.

Według L. J. Pełki w istoty nadprzyrodzone, czy też pół demoniczne, omawianego tu typu, na terenie Lubelszczyzny wierzyło 71% badanych ale tylko 32% określiło je mianem upiora, a nie ducha tak jak w pozostałych przypadkach. Duchy te określano również jako mary, zmory lub dusze pokutujące126. Wynika stąd, że wyobrażenia upiora i zmory zostały z czasem pomieszane i nierozerwalnie połączone. Dlatego też oprócz omówienia wierzeń związanych z upiorami, czy też strzygoniami, poświęcę osobny rozdział na przybliżenie zabobonów dotyczących zmory i pokrewnej jej nocnicy. Jednak zabobony te i wierzenia w siły nadprzyrodzone, demoniczne tego typu w latach 1945-1948 zaczęły gwałtownie zanikać, głównie w wyniku zachodzącego postępu oraz podnoszenia się poziomu oświaty, a także rozwoju i powszechnie dostępnej prasy oraz książki.

 

Iga Walczewska-Bińczyk

 

 

 

Przypisy:

1 L. J. Pełka, Polska demonologia ludowa, Warszawa 1987, s. 10.

2 B. Baranowski, Pożegnanie z diabłem i czarownicą, Łódź 1965, s. 157.

3 C. Lecouteux, Tajemnicza historia wampirów, Warszawa 2007, s. 46.

4 B. Baranowski, Pożegnanie..., s. 158.

5 Ibidem, s. 162.

6 J. Kostrzewski, Kultura prapolska, Warszawa 1962, s. 330.

7 B. Baranowski, Pożegnanie..., s. 164.

8 W. Łysiak, W kręgu wielkopolskich demonów i przekonań niedemonicznych, Międzychód 1993, s. 43.

9 B. Baranowski, Pożegnanie..., s. 165- 166

10 Kultura ludowa Wielkopolski, pod red. Józefa Burszty, T. 3, Poznań 1967, s. 446.

11 J. Kostrzewski, op. cit., s. 331.

12 A. Gieysztor, Mitologia Słowian, Warszawa 2006, s. 259.

13 S. Urbańczyk, Dawni Słowianie- wiara i kult, Wrocław 1991, s. 48.

14 Lęk, pod red. Antoniego Kępińskiego, Warszawa 1995, s. 312.

15 M. Janion, Wampir biografia symboliczna, Gdańsk 2002, s. 32.

16 L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku, Gdańsk 2000, s. 100.

17 K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cz. II, zeszyt 1, Kraków 1934, s. 634-635.

18 H. Łowmiański, Religia Słowian i jej upadek ( w VI-XII), Warszawa 1979, s. 149-150.

19 S. Urbańczyk, Dawni Słowianie - wiara i kult, Wrocław 1991, s. 51.

20 B. i A. Podgórscy, Wielka księga demonów polskich: leksykon i antologia demonologii ludowej, Katowice 2005,s. 437.

21 M. Janion, op. cit., s. 39-40.

22 Ibidem, s. 117.

23 Ibidem, s. 139.

24 W. Łysiak, op. cit., s. 115.

25A. Fischer, Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego, Lwów 1921, s. 255.

26Ibidem, s. 155.

27Ibidem, s. 399.

28C. Lecouteux, op. cit., s. 88.

29L. J. Pełka, op. cit., s. 169.

30A. Brückner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1985, s. 280-281.

31O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 17, Kraków 1884, s. 94.

32Ibidem, s. 94.

33O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 7, Kraków 1874, s. 63.

34B. Chmielowski, Nowe Ateny, Kraków 1968, s. 137.

35O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 7, Kraków 1874, s. 64.

36J. S. Bystroń, Etnografia Polski, Warszawa 1947, s. 143.

37Ibidem, s. 143.

38O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 7, Kraków 1874, s. 67.

39L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku, Gdańsk 2000, s. 102.

40L. J. Pełka, op. cit., s. 168.

41B. Baranowski, W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981, s. 55.

42Ibidem, s. 56.

43W. Łysiak, op. cit., s. 43.

44C. Lecouteux, op. cit., s. 50.

45B. Baranowski, W kręgu..., s. 56.

46K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cz. II, zeszyt 1, Kraków 1934, s. 611.

47L. J. Pełka, op. cit., s. 168.

48B. Baranowski, W kręgu..., s. 55.

49Ibidem, s. 55.

50F. Kotula, Przeciw urokom. Wierzenia i obrzędy u Podgórzan, Rzeszowiaków, Lasowiaków, Warszawa 1989, s. 181.

51B. Baranowski, W kręgu..., s. 56.

52Ibidem, s. 57.

53O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 17, Kraków 1884, s. 94.

54Ibidem, s. 96.

55W. Łysiak, op. cit., s. 43.

56B. Baranowski, W kręgu..., s. 58.

57W. Łysiak, op. cit., s. 115.

58L. Stomma, op. cit., s. 104.

59W. Łysiak, op. cit., s. 43.

60B. Baranowski, W kręgu..., s. 59.

61B. i A. Podgórscy, op. cit.,s. 483.

62O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 17, Kraków 1884, s. 96.

63Ibidem, s. 97.

64W. Klinger, Zwierzę w przesądach współczesnych i klasycznych, Kijów 1911, s. 65.

65Ł. Gołębiowski, Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830, s. 155.

66B. i A. Podgórscy, op. cit., s. 433.

67Ibidem, s. 434.

68Ibidem, s. 434-436.

69Ibidem, s. 437.

70K. Moszyński, op. cit., s. 613.

71O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 7, Kraków 1874, s. 65.

72B. i A. Podgórscy, op. cit., s. 435.

73Ibidem, s. 435.

74O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 17, Kraków 1884, s. 97.

75Idem, Dzieła wszystkie, T. 7, Kraków 1874, s. 64.

76Ibidem, s. 66.

77L. J. Pełka, op. cit., s. 169.

78B. Baranowski, W kręgu..., s. 60.

79L. J. Pełka, op. cit., s. 167.

80Ibidem, s. 167.

81F. Czyżewski, Z demonologii wschodniej Lubelszczyzny, „Etnolingwistyka”, T. 3, 1990, s. 168-169.

82L. J. Pełka, op. cit., s. 167.

83B. Baranowski, W kręgu...1, s. 58.

84O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 7, Kraków 1874, s. 67.

85W. Łysiak, op. cit., s. 45.

86K. Moszyński, op. cit., s. 662.

87O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 7, Kraków 1874, s. 68-69.

88B. Baranowski, W kręgu..., s. 59.

89L. J. Pełka, op. cit., s. 169.

90C. Lecouteux, op. cit., s. 90

91Słownik folkloru polskiego, pod red. Juliana Krzyżanowskiego, Warszawa 1965, s. 416.

92L. J. Pełka, s. 169.

93C. Lecouteux, op. cit., s. 91.

94Słownik folkloru..., s. 416.

95J. S. Bystroń, op. cit., s. 143.

96M. Marczewska, Aspekty wierzeniowe w rekonstrukcji językowego obrazu drzew, „Język a kultura”, T. 16, 2001, s. 89-92.

97W. Łysiak, op. cit., s. 34.

98J. S. Bystroń, op. cit., s. 144.

99O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 7, Kraków 1874, s. 64.

100Ibidem, s. 65.

101Ibidem, s. 66.

102L. J. Pełka, op. cit., s. 166.

103C. Lecouteux, op. cit., s. 89.

104Ibidem, s. 89.

105Ibidem, s. 88.

106K. Moszyński, op. cit., s. 663.

107L. J. Pełka, op. cit., s. 169.

108K. Moszyński, op. cit., s. 665.

109L. J. Pełka, op. cit., s. 169.

110B. Baranowski, W kręgu..., s. 55.

111L. J. Pełka, op. cit., s. 169.

112B. Baranowski, W kręgu..., s. 57.

113Ibidem, s. 60.

114Kultura…, s.447.

115B. Baranowski, W kręgu..., s. 63.

116Ibidem, s. 63.

117Ibidem, s. 62.

118J. S. Bystroń, op. cit., s. 140-144.

119L. J. Pełka, op. cit., s. 163.

120Ł. Gołębiowski, op. cit., s. 9.

121Ibidem, s. 136.

122Ibidem, s. 50.

123Ibidem, s. 34.

124J. M. Ossoliński, Wieczory badeńskie czyli powieści o strachach i upiorach Józefa Maksymiliana hrabi z Tenczyna Ossoliński, Warszawa 1970, s. 87.

125 O. Kolberg, Dzieła wszystkie, T. 34, Kraków 1891, s. 140-141.

126 L. J. Pełka, op. cit., s. 167.


 
Komentarze (1)
1środa, 06 lipca 2011 20:16
Maciek
Ale dłłłługi tekst, dwa dni będę to czytał:D

Logowanie



Polecamy

Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 21 gości 

Warto zajrzeć

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama